piątek, 16 grudnia 2016

Restauracja Armeńska

ADRES: Zygmunta Krasińskiego 8, Kraków
KUCHNIA: ormiańska
ZAKRES CEN DAŃ GŁÓWNYCH: 18-49PLN
W INTERNECIE: www | facebook



Całkiem niedawno przy jednej z najbardziej głośnych i ruchliwych ulic w mieście powstała Restauracja Armeńska. Miejsce może nie jest zbyt zachęcające, ale za to łatwo się tam dostać za pomocą MPK, a właściciele zadbali o parking dla zmotoryzowanych (w bramie kamienicy). Lokal znajduje się w piwnicy, więc jest w pewien sposób odizolowany od wiecznego zgiełku alej.

Wnętrze restauracji jest dość mroczne (uroki piwnic), ale niepozbawione etnicznych, wschodnich elementów takich jak wzorzyste obrusy, gliniane figurki, kilka obrazków na ścianach. Armeńska muzyka dodaje klimatu, ale mimo wszystko coś mi się w tym wnętrzu nie zgadza... Być może nowoczesne meble i podświetlana podłoga w jednej z sal trochę psują atmosferę powodując niepotrzebne kontrasty. W przypadku bogatego folkloru jakim może pochwalić się Armenia niemal goła cegła ścian nie zachwyca. Nie pomaga również niemiła woń piwnicznej stęchlizny, którą czuć od progu.

Nie zniechęcając się atmosferą zajrzeliśmy do menu i tak jak się spodziewaliśmy jest tam mnóstwo prostych, mięsnych potraw. Kuchnia kaukaska to swoisty mix dań tureckich, gruzińskich, greckich, ukraińskich, z bukietami aromatycznych przypraw i głębokich smaków. Tolma ('gołąbki' w liściach winogron), czochobili (mięso z kurczaka z cebulą i pastą pomidorową), chaszlama (bogata zupa/potrawka z jagnięciny lub wołowiny) to tylko kilka pozycji z obszernego menu. Kebaby, porcje mięs z grilla i jednogarnkowe, syte mięsiwa w sosach również zajmują sporą część karty. Wśród deserów królują ciasta ściśle związane z miodem i orzechami.
Karta win, chociaż krótka, zachęca do skosztowania ormiańskich trunków z jeżyn, czy granatu. Trzy pozycje serwowane są na kieliszki, a cena za butelkę to 40 lub 60PLN (duży plus za to). Zdecydowaliśmy się na kieliszek jednego z czerwonych win wytrawnych (8PLN za 100ml), które jednak nie zachęciło nas do sięgnięcia po całą butelkę - było ciężkie i płaskie, do zniesienia wyłącznie w towarzystwie czerwonego mięsa.

Zaczęliśmy od zup, które okazały się strzałem w dziesiątkę. Moja solianka (11PLN) była odpowiednio kwaśna i świetnie przyprawiona, z aromatycznymi kawałkami niezłej kiełbasy, z ogórkiem i zielonymi oliwkami. Wszystko współgrało z sobą jak należy, no i nie zawahałam się wzbogacić tej polewki śmietaną podaną w osobnym naczyniu. Gwiazdą drugiej zupy - piti (17PLN) była genialna, delikatna jagnięcina. Dobrze doprawiony wywar z mięsem i ziemniakami był naprawdę świetną, rozgrzewającą, ale i sycącą przekąską. W obu zupach odnaleźliśmy domowe, prawdziwe smaki Armenii, zatem z daniami głównymi wiązaliśmy spore nadzieje.
Zaryzykowałam i zamówiłam Tyżwyżyk (19PLN) - wołowe serca i wątrobę w paście pomidorowej z cebulą, do tego porcja ryżu (6PLN). No i niestety dobre wrażenie po zupie zgasło już po pierwszym kęsie dania głównego. Podroby nie są łatwą sztuką w kuchni, więc jak nie potrafi się ich przyrządzać to nie powinno się mieć ich w karcie... Wszystkie kawałki w moim daniu były twarde i gumowe niczym podeszwa kalosza, a do tego zdominowała je gorycz. A szkoda, ponieważ pasta pomidorowa miała fajny smak, ryż również był dobrej jakości. Dania jednak nie byłam w stanie skończyć, a właściwie poddałam się zaraz po spróbowaniu podrobów.
Po drugiej stronie stołu na szczęście było lepiej. Mix grill (39PLN) zawierał 3 solidne kawałki mięsa (kurczak, wołowina, wieprzowina), a każdy z nich został dobrze zgrillowany i odpowiednio przyprawiony. Małe zastrzeżenie można mieć jedynie do lekko twardawej wołowiny, bo pozostałe porcje były soczyste i nieprzeciągnięte. Do tego frytki (według jędzącego w porządku), grillowana papryka oraz świeże warzywa. Danie jak najbardziej dało się zjeść i to ze smakiem. To idealny dowód na to, że proste rozwiązania zazwyczaj są najlepsze, również w kuchni.
Do obiadu zamówiliśmy lawasz (6PLN), czyli ormiańskie, mączne pieczywo w postaci płaskich placków. Tu znów nastąpił zawód, ponieważ placki nie były pierwszej świeżości i ponownie budziły skojarzenia z gumowym tworzywem.
Na koniec zamówiliśmy ciasto miodowe (8PLN), które nie do końca nam się spodobało. Bardzo słodkie, ale bez posmaku miodu, twarde i z aromatem lodówki z wędliną lub innych, kuchennych, ciężkich zapachów nie pozostawiło po sobie dobrego wrażenia.

Ostatnio mamy szczęście do początkujących kelnerów :) Obsługiwał nas młody mężczyzna ewidentnie na początku kariery w gastronomii. Pojawiły się błędy i gafy, ale pan przynajmniej starał się być miły.

Restauracji Armeńskiej kibicujemy, ale na razie nie zawitamy tam ponownie. Wystrój i podroby skutecznie mnie wystraszyły, w ogóle cała oprawa graficzna, karta, jakość i sposób podania dań wygląda tak, jakby ktoś bardzo chciał, aby było dobrze, lecz nie wie jeszcze do końca jak to zrobić. Krakowska gastronomia to rynek ogromny, ale i trudny. Nie chcę być złą wróżką, ale z tak nierówną kuchnią może być ciężko. Obym się myliła! Bo kuchnia kaukaska to coś, czego wciąż jest w naszym mieście za mało.

JEDZENIE: 4,5/10
OBSŁUGA; 5/10
WYSTRÓJ: 3/10
CENY: 7/10

Ocena ogólna: 5/10









Magda

2 komentarze:

  1. Sometimes a restaurant is so utterly bad in so many respects that you simply don't know where to start. At Restauracja Armenska, the alarm bells started going off from the moment we were shown to our table. Stupidly, we ignored the warnings and went ahead with ordering dinner. It was a disaster. First, I told the server that I wished to have my beer well in advance of the meal so that I could drink it before the food arrived. I waited about 10 minutes before getting up and going to the bar to ask about the beer, only to be told that she didn't understand me and was planning to bring my beer WITH dinner. OK, perhaps that could be written off to a language barrier. But then she said that my companion's beef order was not available, and that the closest replacement was another beef dish that cost twice as much. I said I was OK with that, but could she please substitute french fries for the baked potato? She understood me this time, but proceeded to spend the next 10 minutes insisting that I pay extra for french fries. Incredulous, I suggested that since our original beef dish was not available, the least they could do was substitute fries for the baked potato. But nothing is that easy in this restaurant. The server finally said she would have to ask the chef, then came back and said, reluctantly, that it would be OK after all. Then we were met with the worst part of the meal: The food.My chicken was dry and tasteless. My companion's beef also was dry, rubbery, and tasted like spam. It was even worse than the kebab sandwiches that local teenagers line up to buy at sidewalk kiosks for 8 or 9 zloty -- not the 35 zloty (more than 12 dollars U.S.) that we had to pay for this garbage. Finally, to add insult to injury, the server asked us at the end of our meal how we liked it and I gently told her that we were honestly disappointed. Rather than show any concern, she waltzed off in a huff and told us to go pay at the bar. In all, this was by far our worst dining experience not only in Krakow, but in all of the cities we have visited in Central Europe on this trip. Dine here at your peril.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. In Kraków we have many of good food and nice restaurants. This one is not highly recomendet in my opinion too. I'm sorry for your bad luck :(

      Usuń