poniedziałek, 12 lutego 2018

Hot Chili

ADRES: Mikołajska 3, Kraków
KUCHNIA: indyjska
ZAKRES CEN DAŃ GŁÓWNYCH: 18,50-42PLN
W INTERNECIE: facebook | www










Nigdy nie możemy przejść obojętnie obok kuchni indyjskiej. Kolejnym orientalnym miejscem, które odwiedziliśmy w ostatnim czasie było Hot Chili na Mikołajskiej (posiadają również drugi lokal nieopodal, na Pijarskiej). Tym razem wybór był nieprzypadkowy, bo z polecenia.

Wystrój indyjskich knajpek nigdy jakoś do nas nie trafiał i tak było również tym razem. Jaskrawe żółto-czerwone ściany pomieszane z cegłą, mnóstwo ozdóbek, światełek, lusterek i obrazków z różnych bajek. Bollywood jak nic. Do tego radiowa muza (na szczęście cichutka). Nie spotkałam się jeszcze z indyjską restauracją, w której byłoby... ładnie, więc moża do tego jakoś przywyknąć, a i przecież taki mocny orientalny styl znajdzie swoich amatorów. Ważne, że jest schludnie i czysto. Restauracja jest bardzo duża i przestronna.

Menu oczywiście ogromne (karta w staromodnej skórzanej oprawie, a jakże). Przekąski (pakora, samosy, kulki ziemniaczane, skrzydełka), potrawki w sosach (masala, curry, butter, korma) do wyboru z kurczakiem, baraniną, rybą lub owocami morza. Dania z pieca tandoor, cała lista dla wegetarian (na przykład ser paneer gotowany w sosie maślanym z rodzynkami i migdałami). Nie mogło zabraknąć i sztandarowych w kuchni indyjskiej biryani - dań ze smażonego ryżu z rodzynkami i pomidorami, również w wielu wariantach składnikowych. Ogromny wybór dodatków, w tym pieczywo nadziewane mięsem lub jogurt z przyprawami. Tylko w deserach skromnie, bo oprócz lodów pistacjowych i mango są jeszcze tylko kuleczki serowe w sosie karmelowym gulamb jamun.
Fajną opcją dla oszczędnych będzie lunch bufet - od poniedziałku do soboty w godzinach 11:30-17 możemy korzystać bez limitu z obfitego szwedzkiego stołu płacąc tylko 28,50PLN.

Zaczęliśmy od cieniutkich, chrupiących placków papadam (swego rodzaju indyjskie chipsy smażone w głębokim tłuszczu) z dodatkiem świeżych warzyw (12PLN). Żałuję, że nie zamówiłam ich solo, bo same placki z zaserwowanymi sosami były przyjemną, lekką przekąską, a wodnisty pomidor i zbyt duże kawałki surowej cebuli tylko przeszkadzały na talerzu.
Następnie baingan bartha (23,50PLN) - zwarta, dość gęsta pasta z pieczonego bakłażana, cebuli, papryki, zielonego groszku i pomidorów. Było to dobre, bo cały wachlarz aromatycznych przypraw zrobił swoje, ale zabrakło odrobinę charakterystycznych, oddzielnych smaków poszczególnych warzyw. Już w przystawce zauważyliśmy, że z dobrymi jakościowo pomidorami tu raczej jest średnio co nieco odbiło się na tym daniu.
Drugą testowaną potrawą była jagnięcina w sosie vindaloo (34PLN). Ten rodzaj curry (obok tajskiego zielonego) jest w naszej czołówce i tu się na szczęście nie zawiedliśmy. Nie będziemy się już czepiać, że zabrakło mu trochę czerwonego koloru (pewnie znowu te pomidory), bo smak był jak należy - bogaty, mocno skoncentrowany, kwaśno-słodki. Jagnięcina mięciutka, długo duszona prawie że rozpływała się w ustach. Chociaż niektóre kawałki nie były odpowiednio oczyszczone (żyłki, tłuszcz) jakość mięsa w połączeniu z sosem vindaloo była więcej niż zadowalająca.
Stopni ostrości mamy cztery. Jak to my - musieliśmy przetestować ten maksymalny i na szczęście tym razem nie był to tylko straszak. Rzeczywiście było ostro, ale w ten dobry sposób, który nie zabija dania.
Zgodnie stwierdziliśmy, że w Hot Chili mają najlepsze indyjskie pieczywo, z jakim do tej pory mieliśmy do czynienia. Idealne! W punkt wyjęte z pieca, o świetnej konsystencji, formie i chrupkości. Próbowaliśmy klasyków, bez żadnych dodatków - naan (6,50PLN) oraz razowy tandoori rooti (6,50PLN). 
Na stole obowiązkowo pojawiło się też mango lassi (11,50PLN). Było bardzo słodkie i mam nadzieję, że wynikało to z wyjątkowo dojrzałego mango, a nie z dodatkowej porcji cukru.

Nie wiem który to już raz spotykamy się z identycznym, niezrozumiałym dla nas schematem zachowania ze strony obsługi w krakowskich restauracjach. Na początku wszystko jest elegancko (no, może pan był trochę za poważny, ale ogólnie miły). Zamówienie przyjęte, szybko i równo podane. Ale po zjedzeniu dań głównych dzieje się coś dziwnego, bo znikamy. Obsługa nas nie widzi, nie przychodzi po talerze, nie podaje rachunku. I tak moglibyśmy siedzieć nad brudnymi naczyniami pewnie do zamknięcia, bo subtelne przyciąganie wzrokiem nie działa, a rzecz jasna nie jesteśmy z tych gwiżdżących, czy machających na kelnera. Po rachunek trzeba się przespacerować samemu. Nie ma mowy o dużym ruchu, ponieważ oprócz naszego zajęte były może ze dwa stoliki.

W Hot Chili nie jest źle, ale nie jest to też najlepsza kuchnia indyjska w Krakowie (z wyłączeniem pieczywa, bo to akurat zawiesiło poprzeczkę bardzo wysoko). To takie domowe, luźne gotowanie. Nie zawsze równe, ale ogółem smaczne i prawdziwe.

JEDZENIE: 6,5/10
OBSŁUGA: 4/10
WYSTRÓJ: 3,5/10
CENY: 8/10

Ocena ogólna: 6/10





xoxo
Magda

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz