Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KROWODRZA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KROWODRZA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 grudnia 2018

KOKU Sushi

ADRES: Świętokrzyska 8, Kraków
KUCHNIA: japońska, sushi
ZAKRES CEN ZESTAWÓW: 26-196PLN
W INTERNECIE: facebook | www











Z sushi tak to już jest, że najlepiej smakuje w domu. Sprawdziliśmy zatem kolejną opcję dostawy tego japońskiego przysmaku i tym razem padło na ogólnopolską sieciówkę KOKU Sushi.

Sushi dotarło do nas o umówionej godzinie, bardzo łatwo można je zamówić przez internet lub telefonicznie. Strona www jest czytelna, a obsługa miła, czyli technicznie wszystko w najlepszym porządku.

W menu oprócz pojedynczych rolek i zestawów są baozi, zupy i przekąski oraz kilka deserów. Jako swoją wizytówkę KOKU uznaje rolki premium podawane w ośmiu kawałkach (na przykład uramaki z tuńczykiem, krewetką w tempurze, mango, serkiem, rzodkwią, tykwą, schichimi togarashi, sosem ostrygowym, szczypiorkiem i smażonym lotosem).

Przetestowaliśmy dwa zestawy, które teoretycznie powinny nakarmić 4 osoby. Nas było troje, a sushi zniknęło szybko i pozostawiło mały niedosyt, więc to jednak za mało. Przelicznik zestawów na osoby nie wypadł zatem najlepiej. Przyczepię się też do ogólnej estetyki i pakowania na wynos. Pudełka były zdecydowanie za małe i za ciasne, przez co niektóre rolki zgniotły się. Kawałki były też widocznie nierówne - niektóre bardzo cienkie, inne zbyt duże i szerokie. Niby szczegół, ale uważam, że w sushi to dość istotna kwestia. Wpływa na balans smaków i samą przyjemność jedzenia.
Zestaw Koku 9 (64PLN, 24 sztuki) to uramaki z kaczką hoisin w omlecie, uramaki z krewetką w tempurze oraz hosomaki z łososiem i shiitake. Największą kontrowersją, a raczej ciekawostką dla nas - tradycjonalistów jeśli chodzi o sushi, była właśnie ta kaczka. Słodkie nuty, wszystko ładnie do siebie pasowało, ale... jednak zostajemy przy rybnej tradycji. Sushi z mięsem to nie jest i raczej nigdy nie będzie moja bajka. Warto było jednak spróbować takiego ewenementu. Krewetka w tempurze to już sztosik - jędrna, świeża, a panierka odpowiednio zwarta i przyjemna w odbiorze.
Nasz drugi zestaw - Koku 10 (64PLN, 24 sztuki) zawierał gwiazdę wieczoru. Zdecydowanie najlepszy smak i kompozycja to futomaki z sandaczem w tempurze i awokado. Tak to z sobą grało, że będziemy tęsknić i przy kolejnej okazji zamówimy kilka właśnie tych, konkretnych rolek. Super! Poprawne były uramaki z krewetką i kawiorem, no i hosomaki z tuńczykiem i łososiem.

KOKU Sushi oceniamy jak najbardziej na plus, chociaż z drugiej strony nie będzie to nasz numer jeden w mieście. Poznaliśmy nowe kombinacje i smaki (kaczka) i generalnie to sushi trzyma poziom, warto o nich pamiętać i pewnie kiedyś zachce się zadzwonić tam ponownie.

JEDZENIE: 7/10
WYSTRÓJ: -
OBSŁUGA: 8/10
CENY: 7/10

Ocena ogólna: 7/10





xoxo
Magda

poniedziałek, 5 listopada 2018

Mała Azja

ADRES: Czarnowiejska 57, Kraków
KUCHNIA: azjatycka, wietnamska
ZAKRES CEN DAŃ GŁÓWNYCH: 15-30PLN
W INTERNECIE: facebook












W ostatni weekend października na Czarnowiejskiej (tam, gdzie kiedyś był znany i lubiany przez nas Parobar) otworzyła się Mała Azja. Musieliśmy zatem pojawić tam czym prędzej, bo jak wiecie w naszym prywatnym rankingu nie ma lepszego jedzenia. Azja rządzi!

Lokal jest maleńki z zaledwie kilkoma stolikami i wąską ladą z hokerami przy jednej ze ścian. To oczywiście minus, bo tak jak się domyślaliśmy chętnych jest więcej niż siedzeń. Ale pakują na wynos, więc jest ok. Nie dysponując akurat wolnym czasem na taką właśnie opcje się zdecydowaliśmy. Pomieszczenie mimo, że skromnych rozmiarów jest jak najbardziej orientalne. Zerknijcie koniecznie na sufit (imponująca kolekcja chińskich lamp z papieru) i pooglądajcie ściany (miszmasz ze zdjęć, wycinków z gazet i obrazków). Jak na niewielki bar na szybką szamę, jest całkiem przyjemnie.

Menu jest bardzo przystępne, każdy wybierze coś dla siebie. I mięsożerni i roślinożerni będą ukontentowani. W miskach zupa z kaczki, zupa rybna (porcje wielkie i pełne dodatków , więc gdyby kogoś podkusiło zamawiać dwudaniowy obiad warto mieć to na uwadze). Na talerzach na przykład wieprzowina po syczuańsku, tonkińska kaczka, boczek karmelizowany z jajkiem lub dorsz po wietnamsku, czyli bogaty przekrój z mocnym kierunkiem na Wietnam właśnie. Makaron i smażony ryż również się znajdą, podobnie jak legendarne, koreańskie kimchi. Napić się można wietnamskiej kawy lub herbaty, a na zimno woda kokosowa i orientalne napoje.

Zupa pho (25PLN) to był główny cel naszej wycieczki na Czarnowiejską. Oj, jaki to jest sztos! Pho już z niejednej miski jedliśmy, ale ta konkretna pozwala na zawsze zapomnieć o próbowanych wcześniej. Esencjonalny, wołowy rosołek (nie za tłusty) podkręcony świeżymi ziołami to wspaniałe lekarstwo na jesienną chandrę. Do tego góra makaronu ryżowego, no i gwiazda talerza - mięso. Wołowina aromatyczna i delikatna zarazem. Idealna. Porcja jest wielka o czym zaświadczy fakt, że na wynos pakują ją we wcale nie małe... wiaderko.
Wieprzowina z trawą cytrynową (25PLN) to taki orientalny standard, ale od innych wyróżniają ją pierwszej świeżości składniki (wreszcie nie bałam się zjeść pieczarek w azjatyckiej knajpie) i przyprawy. To danie to festiwal aromatów oczywiście z trawą cytrynową na pierwszym planie. Mięso wchłania tu całą gamę smaków co sprawia, że nawet tak z pozoru proste danie bardzo cieszy. Do tego dobrej jakości ryż jaśminowy i porządna surówka z kapusty.
Kimchi już dla nas zabrakło, ale zamówiliśmy kiszonki (10PLN). Rzepa, kalarepa, kapusta, rzodkiew i parę innych elementów w ostrej, bardzo kwaśnej zalewie to jest raj dla kubków smakowych. Te kiszonki są obłędne, to jest majstersztyk i mogłabym jeść je na kilogramy.

Po ekipie widać jak na dłoni, że to kochają. Że w gotowanie i karmienie ludzi wkładają całe serducha. I to nawet w niewielkiej knajpce da się zobaczyć, da się poczuć. Idealny przykład dla wszystkich barów szybkiej obsługi w mieście, w których możemy spotkać smutne panie ze wzrokiem wpatrzonym w ścianę. Nie, tu jest energia z rodzaju tych dobrych, która sprawia, że chce się wracać.

No i wreszcie nie będziemy mieć problemu z odpowiedzią na często zadawane przez Was pytanie, który bar orientalny jest najlepszy w królewskim mieście. Mała Azja chociaż mała, ma wielkie smaki. Tak, jest po prostu idealnie.

JEDZENIE: 10/10
OBSŁUGA: 9/10
CENY: 9/10
WYSTRÓJ: 8/10

Ocena ogólna: 9/10






xoxo
Magda

poniedziałek, 17 lipca 2017

Bar Tajski.pl

ADRES: Kazimierza Wielkiego 142, Kraków
KUCHNIA: tajska
ZAKRES CEN DAŃ GŁÓWNYCH: 16,90-28,90PLN
W INTERNECIE: facebook | www










Wciąż z utęsknieniem czekam na porządną, tajską kuchnię w Krakowie! Kiedy dotarły do mnie wieści o nowo otwartym Barze Tajskim z entuzjazmem rozpoczęłam testy. Przecież to moja najulubieńsza ze wszystkich kuchnia! Specjalnie, by się nią zajadać kilka miesięcy temu pokonałam ponad osiem tysięcy kilometrów... Jakże cudownie by było mieć u siebie chociaż cząstkę tych smaków!

Miejscówka jest z dala od centrum, niewielka i ładna. Minimalistycznie urządzona z wielkim panelem zieleni nad barem delikatnie nawiązuje do egzotycznych klimatów, ale absolutnie nie jest przaśna. Cegła ociepla pomieszczenie, a stoły zwykłe, ale estetyczne pasują do reszty mebli. Wszystko się z sobą zgrywa i jest ok. To dowód na to, że nie trzeba nie wiadomo jakich środków i ozdób, by urządzić wnętrze ładnie i nowocześnie. Bez kiczu, bez nadęcia.
Jest to bar, więc i zwyczaje barowe - zamawia i płaci się przy ladzie (wybierając dania z czytelnego menu na prostej kartce papieru), z lady odbiera się zamówienie po wywołaniu numerku, a na koniec jesteśmy proszeni o zwrot naczyń.

Ale Bar Tajski.pl to także (a może przede wszystkim?) dowozy - strona internetowa i Facebook zachęcają do składania zamówień on-line lub przez telefon (tylko maksymalnie w promieniu 5 kilometrów od lokalu). Zanim wybrałam się na miejsce postanowiłam wypróbować właśnie tę opcję skoro jest ona promowana przez właścicieli. Założyłam profil na stronie i wybrałam dania. Sama strona jest dość przejrzysta i łatwo poruszać się po menu, ale jest też trochę niedopracowana - nie ma nigdzie informacji w jakich godzinach można składać zamówienie, ani w jakich godzinach czynny jest lokal. Płatność w dostawie możliwa tylko gotówką przy odbiorze. Po wybraniu produktów i podaniu danych dostawy przyszedł mail z potwierdzeniem, ale niestety na tym koniec dobrych rzeczy. Śledzenie statusu zamówienia to fikcja (kończy się na 'zamówienie przyjęte' i się nie zmienia).
Najgorsze jest jednak to, że na moje zamówienie (lunch i sałatka) czekałam... 2 godziny 20 minut!  Przez ten czas nie otrzymałam ani telefonu z wyjaśnieniem/uprzedzeniem, że są opóźnienia ani żadnej informacji mailowej... Gdy po dwóch godzinach zadzwoniłam do lokalu z pytaniem, czy w ogóle dostanę dzisiaj moje zamówienie zdezorientowana pani była w stanie odpowiedzieć tylko, że dostawca już wyjechał i będzie za 10 minut. Dostawca był w ciągu 20 minut od telefonu i ani od niego, ani od pani po drugiej stronie słuchawki nie usłyszałam magicznego słówka przepraszamy, które w tej sytuacji byłoby jak najbardziej na miejscu. Niestety, porażka! Po takich rewelacjach i po takim podejściu (brak wyjaśnienia, brak przeprosin) nie daję drugiej szansy i już wiem, że więcej nie zamówię jedzenia z Bar Tajski.pl w dowozie. Zwłaszcza, że mój obiad dotarł zimny.

Na szczęście w końcu dostarczony lunch (19,90PLN) ukoił nieco skołatane nerwy (wiadomo, że jak człowiek głodny, to zły!), ale z pewnością wrażenia byłyby lepsze, gdyby jedzenie było ciepłe. Aromatyczna, lekko pikantna zupa kukurydziana na mleczku kokosowym z chrupiącymi mini-kukurydzami jak najbardziej dała radę. W gęstym, żółtym kremie z curry przeplatały się miło słodkie i ostre nutki.
Nieco gorzej wypadł makaron ryżowy pad sew z brokułem i kurczakiem. Pad sew swój genialny smak kumuluje w wyrazistym sosie. Mój pad sew był zupełnie suchy, bez sosu :( I bez jajka. Całe szczęście, że kurczak nie był suchy (nawet na zimno smakował całkiem spoko). Oprócz tego szczypiorek, trochę brokuła, trochę pieczarek... Biednie!
Całe szczęście biedna nie była sałatka z mango i kurczaka (12,90PLN). Świetne, rześkie, owocowe danie będzie idealną opcją na obiad w te najgorętsze dni lata. Oprócz sałaty lodowej, mango, kurczaka i czerwonej papryki do sałatki przygotowano dip z tartego ogórka i limonki. Charakteru dodała sezamowa posypka i orzeszki. Pyszna, syta, egzotyczna sałatka, którą chętnie zamówiłabym po raz drugi.

Gdy emocje po najgorszej pod względem technicznym dostawie z jaką spotkałam się w Krakowie opadły wybraliśmy się do lokalu stacjonarnie popróbować reszty naszych ulubionych tajskich dań.
Zupy tom yum z krewetkami (7,90PLN) oraz tom yum na mleku kokosowym z kurczakiem (6,90PLN) nie smakowały tak jak w Tajlandii, ale były ok - smaczne. Można powiedzieć, że mocno inspirowane kuchnią tajską, ale nie prawdziwie tajskie. Krewetki dobrej jakości, kurczak znów mięciutki i nieprzeciągnięty. Tę z mlekiem kokosowym zdominował smak słodki. W obu zabrakło liści kafir, azjatyckich grzybów, chilli, trawy cytrynowej... Były za to pieczarki, pomidorki koktajlowe i szczypiorek (ten to akurat jest tu w każdym daniu).
Z wielką ciekawością czekaliśmy na nasze ulubione, najostrzejsze z tajskich curry. Green curry zamówiliśmy z wołowiną (23,50PLN). Miał być ogień, a było danie bardzo zbliżone do łagodnej tom kha przez ogrom mleczka kokosowego i znikomą ilość pasty curry, sosu rybnego, przypraw... I znów tak jak z zupą - nie było to złe, ale z oryginałem nie miało za dużo wspólnego. Do mięsa nie można się przyczepić, wołowinka smaczna i miękka. Tradycyjny w tym daniu galangal zastąpiono cukinią. Nie było jednak ani liści limonki, ani aromatu sosu rybnego ani przede wszystkim pikantności co jest podstawą zielonego curry. Ot, łagodne, smaczne danie na mleku kokosowym. Ale przyznam, że trochę się zawiedliśmy, bo nie tego się spodziewaliśmy jako najwięksi na świecie fani green curry. Sama często przyrządzam je w domu więc wiem, że przy odrobinie starań da się u nas zdobyć wszystkie konieczne składniki. Curry podawane jest z ryżem jaśminowym w cenie oraz z surówką z białej kapusty (taką samą jak w wietnamskich barach, więc zostawię to bez komentarza).
No i jeszcze pad thai z tofu (18,90PLN), który do Tajlandii miał najbliżej ze wszystkich próbowanych dań. Świetne, smażone tofu (dawno nie jadłam tak dobrego), limonka, jajko, posypka z orzeszków - jak dla mnie zgadzało się tu wszystko (no, może oprócz dużej ilości czerwonej cebuli, którą w pad thai spotykam po raz pierwszy). Ten makaron też nie grzeszył dużą ilością sosu, ale gdzieś tam w tle przebijał się charakterystyczny słodko-kwaśny aromat.
Poprosiliśmy o coś zimnego do picia i otrzymaliśmy firmową lemoniadę (4,90PLN). Fajna, rześka, szkoda tylko, że nie była zimna.

Oceniając obsługę nie mogę pominąć wielkiej wpadki z dostawą. Coś takiego w ogóle nie powinno mieć miejsca, a jeśli już się zdarzyło to trzeba jakoś załagodzić sytuację przynajmniej wyjaśnieniami i krótkim 'przepraszam'. Bar Tajski jest nowy w mieście i widać, że musi jeszcze wiele się nauczyć chcąc utrzymać się na powierzchni trudnej krakowskiej gastronomii.
Na miejscu miła pani za ladą była w gotowości by doradzić niezorientowanym, ale na tym jej rola się kończyła. Jakiegoś dodatkowego zainteresowania gośćmi nie zanotowałam. Czy to źle? Moim zdaniem nie. W końcu to bar, więc luźna atmosfera jest jak najbardziej na miejscu.

Co do jedzenia mam mieszane uczucia. Dania generalnie są smaczne. Są hity (jak zupa kukurydziana, czy sałatka z mango), a jakość składników zadowala. Wszystko jest świeże, mięsa miękkie. Tofu genialne. Ale mi zabrakło Tajlandii. Aromatów, ostrości, typowych tajskich składników i receptur. Nie jest to kuchnia tajska o jakiej marzę, by mieć ją na miejscu. Za łagodnie, za mało egzotycznie.
Ale będę zaglądać i życzę powodzenia!

JEDZENIE: 7/10
OBSŁUGA: 3/10
WYSTRÓJ: 8/10
CENY: 8/10

Ocena ogólna: 6,5/10

















xoxo
Magda

sobota, 24 września 2016

Parobar

ADRES: Czarnowiejska 57, Kraków
KUCHNIA: chińska, azjatycka
ZAKRES CEN PIEROŻKÓW: 13-16PLN
W INTERNECIE: facebook | www








To niezwykle pokrzepiające, że zamiast kolejnej norki z kebabem, czy innym fast-foodem w mieście powstaje coraz więcej ciekawszych miejsc na lunch, szybką przekąskę. Ten niewielki lokalik przy Czarnowiejskiej działa z powodzeniem już od ponad roku i był mi polecany jako ten, który serwuje najlepsze w mieście pierożki na parze według tradycyjnej, chińskiej receptury.

Miejsca w środku jest naprawdę niewiele, ale zostało ono wykorzystane w sprytny sposób. Zamiast tradycyjnych stolików, przy ścianach zamontowano barowe lady i postawiono wysokie stołki dzięki czemu więcej osób ma szanse zjeść w lokalu w godzinach szczytu.
Jedzenie serwowane jest również na wynos i w dostawie.
Wnętrze jest jasne, czyste, proste (ale nie surowe), ozdobione ziołami w doniczkach i ten minimalizm jak najbardziej nam odpowiada. Trochę przeszkadza jednak muzyka, która do tego miejsca pasuje jak kwiatek do kożucha - nowoczesne, radiowe disco. Na szczęście nie była zbyt głośna.

Menu znajduje się na dużej tablicy nad ladą, przy której składamy zamówienie. Na miejscu są też dostępne przejrzyste ulotki ze spisem dań.
Do wyboru mamy aż 18 rodzajów pierożków orientalnych. W każdej porcji jest 10 sztuk w cenie 13PLN (z wyjątkiem bezglutenowych, których jest 8 za 16PLN). Można zamówić połowę lub półtora porcji, można również pomieszać dwa smaki. Są farsze proste i tradycyjne: wołowina, wieprzowina z grzybami mun, wegetariańskie, jak również bardziej wymyślne: dynia z tofu, czy algi z kiełkami limonki. Tych ostatnich koniecznie chcieliśmy spróbować, ale akurat tego dnia były już niedostępne. Do wyboru mamy tylko dwa sosy: sojowy lub ostry.
Oprócz dim sumów w menu są 3 azjatyckie zupy, 5 prostych sałatek i deser - kulki ryżowe z trzema nadzieniami do wyboru.

Na początek spróbowaliśmy zupy kokosowej z krewetkami (10PLN). Rozgrzewająca, inspirowana tajską tom yum była smaczna, ale mało treściwa. Znaleźliśmy w niej kilka rozmrożonych krewetek, kilka grzybów mun i makaron sojowy. Zupa w porządku, ale bez fajerwerków. Spróbowaliśmy też jednej z sałatek - kim chi (6PLN). Fermentowana kapusta pekińska została fajnie podkręcona sporą ilością chilli, znalazł się w niej również sezam. Ta prosta, koreańska przekąska bardzo trafiła w mój gust.
Czas oczekiwania na pierożki wynosi około 10 minut - są one gotowane oczywiście na miejscu, w tradycyjnych bambusowych koszyczkach. Zamówiliśmy dwa smaki: krewetki z selerem naciowym oraz wołowinę z brokułem. W obu przypadkach ciasto było doskonałe. Cieniutkie i aksamitne, bardzo delikatne, prawie się rozpadało (najlepiej nie rozgryzać pierożków, tylko jeść je w całości, bo mogą się rozsypać właśnie przez delikatne ciasto). Z doświadczenia wiem, że ciasto na chińskie pierożki jest jednym z najtrudniejszych w przygotowaniu, więc tutaj ewidentnie ktoś zna się na rzeczy. 
Krewetkowo-selerowe nadzienie nas porwało! Mimo, że krewetki były troszkę gumowate i raczej z tych marketowych w połączeniu ze świeżym, chrupiącym selerem smakowały wybornie, bardzo przyjemnie i orientalnie. Jak najbardziej trafione połączenie i proporcje składników.
Farsz mięsno-brokułowy również był pyszny. Mam wrażenie, że obu składników było po równo, a mięso dzięki dużej ilości warzywa nie było ciężkie. W tym farszu nie zabrakło aromatycznych przypraw. Bardzo, bardzo udane pierożki.
Do naszych porcji wybraliśmy sos ostry, który według nas w ogóle ostry nie był. Ale był w porządku. Sosy są obowiązkowym dodatkiem do dim sumów, dlatego szkoda, że Parobar udostępnia tylko dwa.
Jedna porcja, czyli 10 sztuk nie będzie pełnym daniem obiadowym, to raczej lekki lunch. Jeśli chcielibyśmy się porządnie najeść, powinniśmy zamówić półtorej porcji.
Po tej przyjemnej przekąsce należało spróbować deseru. Wybraliśmy kulki ryżowe z orzeszkami (8PLN za 4 sztuki). Również gotowane na parze ryżowe kluseczki zawierały słodkie, orzechowe nadzienie-krem, a smak całości łudząco przypominał batona Snickers. Fajny deser, ale bardzo słodki. Ja miałam dosyć tej słodyczy po spróbowaniu jednej kulki.

Obsługa w Parobarze jest raczej typowo barowa. Znudzona, małomówna pani za ladą niezbyt chętnie doradzała i ledwo siliła się na uśmiech i zwroty grzecznościowe. 

To całkiem możliwe, że Parobar serwuje najlepsze dim sumy w mieście. My bardzo chętnie będziemy tu zaglądać lub zamawiać w dowozie. Polecamy!

JEDZENIE: 7,5/10
OBSŁUGA: 5/10
CENY: 8/10
WYSTRÓJ: 7/10

Ocena ogólna: 7,5/10








Magda