Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pizza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pizza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Sette Cucina Napoletana

ADRES: Zwierzyniecka 32, Kraków
KUCHNIA: włoska, pizza
ZAKRES CEN PIZZY: 24-33PLN
W INTERNECIE: facebook










Do tej nowej, włoskiej miejscówki na Zwierzynieckiej trafiliśmy zupełnie przypadkiem. Poza tym hasło napoletana działa na nas jak magnes.

Wnętrze nam się podoba. Jest przestronnie, jasno. Brak wystawki zakurzonych bibelotów jak to często bywa we włoskich knajpkach. Są za to subtelne akcenty, nowoczesne meble i pomysłowe nakrycia. Sercem tego miejsca jest otwarte stanowisko pizzaiolo z pięknym, złotym piecem. Można też dostrzec puszki pomidorów i  wory mąki prosto z Włoch, które to jak mniemam nie stoją tam tylko dla ozdoby. Zapowiadało się więc bardzo dobrze.

Menu średnio długie skupia się na kuchni Włoch południowych. Arancini, marynowane oliwki, foccacia - klasyczne przystawki. Dalej jest pizza. Możemy wybrać czerwoną na bazie sosu z pomidorów San Marzano i mozzarelli di Bufala lub białą z podkładem w postaci samej mozzarelli. Jeśli chodzi o dodatki to nadal wszystko brzmi dobrze; sycylijskie oregano, domowa ricotta, prosciutto cotto. Jeśli nie pizza, to pasta (na przykład domowe tagliatelle z krewetkami, szczypiorkiem i kremem cytrynowo-krewetkowym). Jest też szafranowe risotto z polędwicą wołową i dwie sałatki. W deserach na szczęście nie ma stałej regułki 'pannacotta/cremebrulee/tiramisu'. No dobra, panna cotta jest, ale dla odmiany z dżemem cytrynowym i limonką. Ciekawie zapowiada się deser budino z karmelem, migdałowym krunchem (pisownia oryginalna) i solą morską. Z tego co zauważyliśmy w lokalu nie serwuje się alkoholu, a przynajmniej w regularnej karcie go nie ma. Nikt nie zaproponował nam karty win/alkoholi, chociaż na nieletnich już dawno nie wyglądamy ;) Wnioskuję zatem, że tu się nie pije.

Do Sette trafiliśmy dwa razy. Po raz pierwszy na lunch - za 25PLN w godzinach 12-16 można wybrać dwa z czterech proponowanych dań (zupa, pizza, pasta, sałatka). Zjedliśmy po zupie pomidorowej, która bynajmniej nie zachwyciła. Maleńka miseczka z kremem na przecierze i kupnym makaronem. Płaski smak. No, słabo. Spróbowaliśmy też pasty - tu makaron znowu ze sklepu, ale sos szpinakowy i parmezan się broniły. Danie niezłe. Porcja ponownie maleńka. Ja rozumiem, że to lunch, ale są w mieście miejsca (dużo miejsc), gdzie w porze lunchu za przystępną cenę podaje się pełnowymiarowe dania, a nie miniatury. Podobnie było z pizzą - wersja mini. Bardzo skromna. Odrobinę sera, odrobinę sosu przez co nie była odpowiednio wilgotna jak na napoletanę przystało. Ale ciasto nam smakowało, dlatego w  niedługim czasie wróciliśmy, by spróbować pizzy z regularnej karty.
Salsiccia (30PLN) z domową kiełbasą, cebulą, białym anchois i kalabryjskim chilli. To znaczy, według karty miało tak być, bo w rzeczywistości na moim placku nie zanotowałam ani anchois, ani chilli. Brak dwóch składników z czterech to troszkę wpadka, prawda? Kiełbasa była dobra, ale cebula prawie surowa. Ta pizza jednak przypominała napoletanę najbardziej ze wszystkich, ponieważ środek rzeczywiście 'pływał'.
Primavera (31PLN) z szynką prosciutto, pomidorami datterini, ogromną ilością rukoli i parmezanem też nie wzbudziła w nas entuzjazmu. Nigdy nie widziałam takiej góry rukoli na pizzy. Na ten 'dywan'  sypnięto troszkę parmezanu startego na proszek, więc nie miał on okazji rozpuścić się pod wpływem ciepła pizzy, a szkoda, bo taki jest najlepszy. No i dziwne doświadczenie z tą rukolą. 
Zdziwieni byliśmy też pizzą Sette (33PLN), która miała być w kształcie motyla. Na talerzu pojawiła się bardzo, bardzo luźna interpretacja motyla :) Dużo składników; znów morze rukoli, szynka, kiełbasa, pieczarki, parmezan i domowa ricotta - średnia, bo za kwaśna i niezbyt kremowa. Jakoś mi się tak to wszystko na raz nie zgrywało. Jedzącemu motyl smakował, ale oklasków nie było. 
Bazą tych trzech pizz miały być pomidory San Marzano. To moje ulubione, więc ich smak znam na pamięć. Tu mi coś nie pasowało. Ten sos nie był odpowiednio wyraźny i słodki jak ulubione San Marzano, był jakiś taki wodnisty i bez wyrazu.
I jeszcze pizza Bianca (31PLN). Pancetta to raczej był zwykły, polski boczuś. Oprócz tego szpinak, szalotka, czosnek i pecorino romano. Bez kombinacji, niby ok, ale smaki znowu jakieś takie niewyraźne. Tu bazą była ponoć mozzarella di Bufala, ale jej cudownego, delikatnego smaku nie udało się odpowiednio wydostać, podobnie jak w przypadku pomidorów San Marzano.
Tak jak podczas pierwszej wizyty ciasto wciąż było niezłe. Może nie idealne - brzegi za mało wyrośnięte, ale ogólnie w porządku. Pełne, zwarte, na środku mokre.
Chociaż miałam ochotę na karmelowe budino, z deserów ostatecznie zrezygnowaliśmy, ponieważ...

...dawno nie spotkaliśmy się z tak słabą obsługą i po prostu nie chciałam tam dłużej przebywać. Zazwyczaj w krakowskich restauracjach jest pod tym względem przeciętnie. Tu jest źle. Podczas krótkiej wizyty na lunch obsługiwał nas miły, ale niedoświadczony kelner. Na pytanie jaki ser jest na naszej pizzy dowiedzieliśmy się, że taki owczo-krowi. Tyle. 
Druga wizyta miała być dłuższa i w większym gronie, wypadało więc zarezerwować stolik. Poziom rozmowy telefonicznej był żenujący, ale ostatecznie się udało. 
Przeglądając kartę zauważyliśmy coś niebywałego - informację, że oliwa jest dodatkowo płatna. Mocno zaintrygowani, zapytaliśmy jednego z kelnerów dlaczego tak jest. Otrzymaliśmy odpowiedź, że... takie są zasady. Ten pan już do końca wizyty był w stosunku do nas zwyczajnie niemiły i arogancki. Drugi kelner (ten znany nam z pierwszej wizyty, wciąż miły i wciąż niedoszkolony) zapytany o to samo odparł, że była płatna, ale już nie jest. Jak jest naprawdę w końcu się nie dowiedzieliśmy, bo oliwy nam nie podano. Płatna oliwa w włoskiej knajpie to jest proszę Państwa absurd. 
Pizzaiolo był bardzo nerwowy, krzyczał na kelnerów i nie była to raczej kwestia złego dnia, bo poprzednio wyglądało to tak samo. To fakt, że kelnerzy nie radzą sobie nawet z małym ruchem, ale te krzyki wprowadzały dodatkowy chaos i słyszała je cała sala (na szczęście nielicznych) gości. Pan w końcu pracuje na otwartej kuchni, dobrze by było się kontrolować. No właśnie - otwarta kuchnia pozwala na obserwację pracy kucharza. My oprócz tego zaobserwowaliśmy coś okropnego (niestety nie znajduję na to innego słowa). Wspomniany pizzaiolo wziął brudny talerz z resztkami, który wrócił z sali, przetarł go rękawem i przygotował, by za chwilę położyć na nim pizzę dla kolejnych gości. DRAMAT.

Szkoda, bo miejsce urządzono fajnie. Pizza niby jest nie najgorsza, prawdopodobnie składniki są  włoskie, ale jakoś ale po tym co odstawiła obsługa nie mam do tego miejsca zaufania. Nie chce się tam przebywać, tam jeść i zostawiać pieniędzy, bo energia tej restauracji po prostu odstrasza. Ale będziemy obserwować i może za jakiś (dłuższy) czas wrócimy sprawdzić, czy pizzeria Sette Cucina Napoletana wykorzystała swój potencjał.

JEDZENIE: 6,5/10
OBSŁUGA: 1,5/10
WYSTRÓJ: 8,5/10
CENY: 8/10

Ocena ogólna: 5/10













xoxo
Magda

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Miodowy Piecyk

ADRES: Miodowa 51, Kraków
KUCHNIA: włoska, pizza
ZAKRES CEN PIZZY: 17-35PLN
W INTERNECIE: facebook | www




Miodowy Piecyk niedawno świętował swoje pierwsze urodziny. Nie wiem jakim cudem dopiero teraz tam trafiliśmy i przeżyliśmy cały rok bez wspaniałości, które serwują. Proszę Państwa, to najlepsza pizza neapolitańska w mieście (według naszego prywatnego rankingu ex aequo z Nolio i Vincenzo).

Miodowy piecyk trochę ukrywa się przed światem na szarym końcu tytułowej ulicy. Ale w środku jest przyjemnie. Piec z żywym ogniem w otwartej kuchni przyciąga uwagę i oczywiście ociepla wnętrze. Nieprzekombinowany wystrój z rodzaju tych minimalistycznych, nowoczesnych. Fajne są krzesła-huśtawki zamiast klasycznych hokerów. Dobrze się tam siedzi, dobrze się tam je.

W karcie jest trochę włoskich przystawek (arancini, bruschetta, deska wędlin), zupa pomidorowa, kilka makaronów, sałat, gnochhi i risotto. Wszystkiego po trochu, pojedyncze dania, ponieważ w tym miejscu ma rządzić pizza i to jej poświęcono w menu najwięcej miejsca. I już na etapie zapoznawania się z ofertą cieszy fakt, że idzie się tu w jakość i unika podróbek. Zadbano o prawdziwe, włoskie składniki - certyfikowane sery, wędliny, a poszczególne pizze skomponowano bez niepotrzebnych eksperymentów. Na deser zjemy gruszkę w winie lub niezastąpiona panna cottę.
Do wypicia sporo niekonwencjonalnych piw i 10 przystępnych win. My spróbowaliśmy domowego, rześkiego cuvee (25PLN; 0,5l / 40PLN; 1l), które jak najbardziej możemy polecić.

Nie samą pizzą człowiek żyje, więc najpierw spróbowaliśmy dwóch antipasti. Tatar z wędzonego łososia (18PLN) był smaczny, podany w odpowiedniej temperaturze, z przepiórczym żółtkiem. Łososia nie do końca poprawnie oczyszczono, ale te niewielkie niedopatrzenia wędzonej rybie akurat nie szkodzą. Do tatara dopasowano salsę z marynowanego buraka, awokado i prażonych pestek słonecznika. Były jeszcze jabłuszka kaparowe, ale moim zdaniem niepotrzebnie, bo gryzły się trochę z i tak intensywnym smakiem wędzonego łososia.
Carpaccio (13PLN) z surowej szynki dojrzewającej fiocco z dodatkiem tartego sera pecorino toscano DOP, no i z tu akurat potrzebnymi dla kontrastu kaparami. Spora porcja pysznej szynki świetnej jakości zawsze odpowiednio pobudzi kubki smakowe.
Do obu przystawek zdecydowanie brakowało pieczywa, z którego przecież Włosi słyną i które zazwyczaj towarzyszy każdym antipasti (chociażby zwykłe grissini byłyby tu na miejscu).
No i pizza, nad którą to zachwytom nie było końca do ostatniego kęsa. Perfekcyjna napoletana z suchymi, pełnymi brzegami i mokrym, ''pływającym'' środkiem pełnym wspomnianych wcześniej składników prosto z Włoch. Obowiązkowo musiałam tu zjeść Margheritę DOP (24PLN) z moimi ukochanymi pomidorami San Marzano i niezastąpioną mozzarella di bufala. Miał być też parmezan, ale jeśli był to w śladowych ilościach, bo go nie zlokalizowałam. To nic, bo do szczęścia jak najbardziej wystarczyła tu aksamitna mozzarella.
Na Calabrese (29PLN) znalazło się już więcej składników i trzeba przyznać, że to bardzo mocna smakowo propozycja, a to za sprawą certyfikowanej gorgonzoli, której tu nie szczędzono. Oprócz tego mozzarella fior di latte, ostra kiełbasa 'nduja calabrese, kapary, świeże pomidorki koktajlowe i bazylia. Całość zdominował wspomniany wcześniej ser pleśniowy, ale reszta wspaniałych składników nie utopiła się w nim - była miłym równoważnikiem intensywności.
Chociaż ja na deser zamówiłabym najchętniej po prostu kolejną pizzę, zostaliśmy namówieni na brownie z lodami wiśniowymi (16PLN). I to dobrze, że go spróbowaliśmy - bardzo, ale to bardzo dobre ciastko na ciepło z kwaśnym sorbetem wiśniowym to jeden z fajniejszych deserów próbowanych w tym roku. Za gorzką czekoladą generalnie nie przepadam, a to brownie uwielbiam. Musi więc być niesamowite. Szkoda, że nie ma go w karcie na co dzień.

Bardzo miła, uśmiechnięta obsługa. Świetny kontakt z ludźmi, pozytywna energia, dobra spostrzegawczość i serwis bez zarzutu. Niemiła niespodzianka spotkała nas jednak na rachunku (niestety zauważona już w domu). Widząc nasze niezdecydowanie co do pojemności karafki wina, pani zaproponowała nam zamówienie mniejszej (25PLN), by potem ewentualnie ją powiększyć do litrowej (40PLN). Ostatecznie poprosiliśmy o taką dolewkę. Na rachunku jednak zobaczyliśmy dwie półlitrowe karafki (2x25PLN), a przecież nie tak się z panią umawialiśmy... Chcę wierzyć, że nie było to działanie intencjonalne. Nic mnie tak nie wkurza jak celowe kombinacje na niekorzyść płacącego, nieistotne na jaką kwotę. Bo to się nazywa oszustwo.

Jak Kraków długi i szeroki o dobrą napoletanę ciężko, więc to jest taka włoska perełka, którą trzeba znać i trzeba odwiedzać regularnie. Każdy fan prawdziwej pizzy, który w Miodowym Piecyku jeszcze nie gościł niech nie popełnia naszego błędu i nie zwleka z wizytą w tym miejscu.

JEDZENIE: 9,5/10
OBSŁUGA: 4/10
WYSTRÓJ: 8/10
CENY: 8,5/10

OCENA OGÓLNA: 8,5/10








xoxo
Magda

poniedziałek, 16 października 2017

Pizzatopia

ADRES: Szewska 22, Kraków
KUCHNIA: włoska, pizza
ZAKRES CEN PIZZY: 20-24PLN
W INTERNECIE: facebook | www









Polacy kochają pizzę. W ogóle wszyscy kochają pizzę. A jeśli jest ona dobrej jakości, w dobrej cenie i w dobrym miejscu to sukces gwarantowany! Z lekką dozą początkowej niepewności sprawdziliśmy nowe pizzowe miejsce na Szewskiej, którego wyroby na pierwszy rzut oka wyglądają bardziej na zapiekanki gourmet (podłużny kształt zamiast tradycyjnie okrągłego). A jednak nic bardziej mylnego. To pizza, najprawdziwsza. I to dobra.

Uwielbiam miejsca, których dobra energia przenosi się na ludzi już od progu. Szeroko otwarte drzwi i bardzo jasne wnętrze świetnie wpisują się w klimat imprezowej Szewskiej. Jest nowocześnie, geometrycznie, minimalistycznie. Biel, czerń, jasne drewno i bardzo udane autorskie fototapety przedstawiające Kraków i ekipę Pizzatopii. Widać, że dopracowano tu każdy szczegół kierując się tym co teraz modne i świeże. Jest duży, porządnie zadaszony ogródek, gdzie schować się można przed zgiełkiem jednej z głośniejszych ulic w mieście. Idealny przykład na świetne wykorzystanie trudnej, dużej przestrzeni. No i czuć młodego ducha!

Nad centrum dowodzenia wisi ogromne menu z kilkoma gotowymi propozycjami pizz, sałatkami, firmowymi napojami i kraftowym piwkiem. Cała idea tego miejsca polega jednak na odejściu od tradycyjnego profilu pizzerii na rzecz zachcianki i kreatywności klienta. Pizzę możemy stworzyć sami od początku do końca wybierając z wielu dostępnych składników i to bez ograniczeń ilościowych. Cena zawsze pozostaje ta sama (24PLN). No, super! Pizzaiolo przed naszym nosem nakłada wszystkie elementy na placek, który następnie wjeżdża do pieca. Tam spędza mniej-więcej 3 minuty i nim zdążymy zapłacić/wybrać sobie miejsce na sali pizza jest już gotowa. Serwują ją na specjalnych, sygnowanych deskach nie zawracając sobie i nam głowy talerzykami, czy innymi naczyniami. Można oczywiście zabrać na wynos.
Proces tworzenia indywidualnej pizzy zaczynamy od ciasta (pełnoziarniste lub klasyczne). Następnie sos bazowy i ser (m.in. wędzona gouda, grecki), mięsko (m.in. kura, boczuś), warzywa (m.in. gotowane ziemniaki, szpinak, czerwona cebula). Kiedy pizza wyjdzie z pieca możemy wykończyć ją sosem, tu mamy wybór aż 11 domowych propozycji. Taki fast food to ja rozumiem :)

Oczywiście, że stworzyliśmy swoją wersję. Na cieście klasycznym z mozzarellą, salami, bakłażanem, cukinią, pomidorem, czarnymi oliwkami, rukolą i na końcu nie szalejąc tym razem z sosami poprosiliśmy o oliwę. Spróbowaliśmy też gotowca 'Szewska w ogniu'. Tym razem ciasto pełnoziarniste, pikantny sos pelati jako baza, mieszanka 3 serów, rostbef, gotowany burak i pikantny śliwkowy sos BBQ.
Na oklaski zasługuje ciasto, obie wersje. Dojrzewające 48h w odpowiednich warunkach, tworzone z mieszanki włoskich mąk (tę jakość się czuje wyraźnie), dopracowane do perfekcji. Chrupiące, ale pełne i puszyste w środku. Do tego łagodne dla brzuszka. Nie za cienkie i nie za grube nie przemaka składnikami. Mogłabym wcinać je samo skropione tylko dobrą oliwą.
Do składników się przyczepię, ale tylko troszkę, bo na ogół wszystko z nimi w porządku. Są świeże, wybór duży, ale zupełnie przeciętne. A można by tak pójść za ciosem genialnego ciasta i ogarnąć na przykład mozzarellę di bufala, czy jakieś porządne włoskie wędliny (nawet kosztem kilku złotych więcej na rachunku). Salami, które wybraliśmy do naszej kompozycji było najsłabszym ogniwem, ale za to rostbef był już całkiem ok.

Chociaż w lokalu mamy coś na kształt samoobsługi (zamawia się i płaci przy barze) wszystko odbywa się w miłej atmosferze, a ''współpraca'' z pizzaiolo przebiega szybko, sprawnie i z uśmiechem. Kasjerce zdarzyło się potknięcie, bo nie doliczyła nam do rachunku jednej pizzy, ale na szczęście w porę się zorientowaliśmy i sytuacja została opanowana :)
Ruch jest praktycznie ciągły, ale mimo zmęczenia ekipa Pizzatopii zaraża dobrą energią. Widać, że to kochają.

Udało się im zrobić coś naprawdę fajnego - pizzerię z określoną filozofią, dla indywidualistów, dla wybrednych. Pizzy mamy w Krakowie od groma, ale ta (rzemieślnicza - co wielokrotnie podkreślają) wyróżnia się choćby tym, że to co się na niej znajdzie zależy tylko od nas. Miłe, smaczne, inne miejsce. Będziemy wpadać!

JEDZENIE: 8/10
OBSŁUGA: 7,5/10
WYSTRÓJ: 8,5/10
CENY: 10/10

Ocena ogólna: 8,5/10






xoxo
Magda

poniedziałek, 24 lipca 2017

Vincenzo Pedone Pizza Napoletana

ADRES: Borsucza 12, Kraków
KUCHNIA: włoska, pizza
ZAKRES CEN PIZZY: 17-35PLN
W INTERNECIE: facebook





Pizza! Któż jej nie wielbi? Dobra na każdą pogodę, na każdą porę roku i dnia. Ale pod warunkiem, że jest... dobra. To znaczy prawdziwa. Nie spolszczona. Włoska. A tam gdzie pizzę robi Włoch to chyba musi być dobrze, prawda? Poszliśmy to sprawdzić w (dosłownie) skromnych progach pana Vincenzo Pedone.

Na jednym z krakowskich osiedli wśród lasu bloków, w dość strasznym pawilonie handlowym zapewne pamiętającym jeszcze czasy PRLu mieści się bardzo, ale to bardzo niepozorna pizzeria. Gdyby nie masa dobrych wieści donoszących o wspaniałości produktu tego miejsca z pewnością bym tam nie weszła z własnej, nieprzymuszonej woli.
Wnętrze z resztą również stoi w opozycji z przymiotnikami takimi jak ładne, nowoczesne, estetyczne. Kiedyś białe ściany teraz są obdrapane i w różnych odcieniach beżu i szarości. Ale za to są na nich dyplomy. Dużo dyplomów. Trochę zdjęć pizzy i pana Włocha oraz ręcznie malowane obrazy zapewne autorstwa pociech pana Włocha. Dwa stoliki, przy ścianie krótki bar z hokerami i to wszystko. No, prawie, bo jest jeszcze kącik dla maluchów.
Na szczęście dobrze widać piec. Ten prawdziwy, opalany drewnem, naprawdę okazały. Na szczęście, bo gdyby nie on pomyślałabym, że ktoś zrobił sobie ze mnie żarty i nie jest możliwe, by serwowano tutaj coś zjadliwego.

Pizzę wybieramy i zamawiamy przy barze. Wersji jest aż 36 + 3 calzone. Mimo tak dużego wyboru na placku nie ma co szukać egzotyki (i dobrze!), wszystko włoskie. Wędliny, sery, grzyby przeplatają się zgrabnie w różnych konfiguracjach. My zdecydowaliśmy się zabrać nasz obiad do domu (opakowanie na wynos płatne 1PLN) i przez wzgląd na walory estetyczne miejsca oraz dostępność stolików polecamy przede wszystkim taką opcję. Ale to tylko dla tych co mieszkają blisko! Odgrzewana pizza neapolitańska nie ma sensu. Należy ją konsumować natychmiast po wyjęciu z pieca. Kilka minut jeszcze jej nie zaszkodzi, ale kilkanaście już tak.

Wybraliśmy vesuvio (25PLN) według karty bardzo ostrą z sosem pomidorowym, mozzarellą, świeżymi pomidorkami, ostrym kremem z papryczek i wieprzowiny, pikantnym salami z Kalabrii, oliwkami i oregano oraz carinolę (28PLN) z mozzarellą di bufala, kremem pieczarkowym z truflą, salami i grzybami leśnymi.
I co tu dużo mówić... napoletna doskonała! Ciasto cienkie jak kartka papieru, ale namoknięte porządnie składnikami. Brzegi pełne w środku, miękkie i puszyste. Cudo! Trochę obawialiśmy się tak dużej ilości składników, ale wszystko zostało rozłożone z zachowaniem odpowiednich proporcji.  Mnie urzekła grzybowa carinola z mocnym aromatem trufli, a drugi tester zakochał się w pikantnej vesuvio. Jakość składników idzie w parze z jakością ciasta, czyli jest świetnie. Ba, lepiej być nie może!

Obsługa barowa. Wesołe panie robią pizzę na oczach gości, a mniej szczęśliwa pani przyjmuje zamówienia nie robiąc przy tym zbyt sympatycznego wrażenia. Dla tych co chcą zjeść na miejscu pizza podawana jest na papierowych tackach. Przy średnim ruchu czekaliśmy na gotowce około 20 minut, czyli nieźle.

No i mamy, proszę Państwa, prawdziwą neapolitańską perłę, ale... w brzydkiej skorupie. Pizza spokojnie może się ubiegać o miano jednej z najlepszych w kraju. Za to lokal, w którym ją serwują dostałby gastronomiczną złotą malinę za scenografię i myślę, że nie tylko ode mnie. Dziwna sprawa.
Dla nas najważniejsze jest jednak jedzenie i śmiało możemy rzec, że Vincenzo Pedone Pizza Napoletana to punkt obowiązkowy każdego miłośnika prawdziwej, genialnej pizzy neapolitańskiej. 

JEDZENIE: 10/10
OBSŁUGA: 4,5/10
WYSTRÓJ: 1,5/10
CENY: 8/10

Ocena ogólna: 6/10







xoxo
Magda

poniedziałek, 10 lipca 2017

Trzy Papryczki

ADRES: Poselska 17, Kraków
KUCHNIA: włoska, marokańska
ZAKRES CEN DAŃ GŁÓWNYCH: 18-29PLN
W INTERNECIE: facebook | www










Wreszcie sezon na ogródki w pełni! W poszukiwaniu tych najpiękniejszych trafiliśmy do Trzech Papryczek na Poselskiej. Nie od dziś wiadomo, że to właśnie Włosi słyną z zamiłowania do jedzenia na świeżym powietrzu wśród uwielbianej przez nich zieleni. Najbardziej urokliwymi ogródkami letnimi dysponują w naszym mieście właśnie restauracje włoskie.

I w Trzech Papryczkach rzeczywiście jest uroczo. Są kwiaty, mini sadzawki, jasne drewno, antresole, pastelowe malunki na ścianach, staromodne lampiony. Dzięki lokalizacji nieco oddalonej od gwarnego rynku jest tu nieco spokojniej i ciszej. Idealna miejscówka na kameralne spotkania w luźnej atmosferze. Można odpocząć po ciężkim dniu, bo klimat ku temu sprzyja.

Menu chociaż oczywiście w większości włoskie na szczęście nie jest nudną kopią pozostałych dziesiątek pizzerii i trattorii w Krakowie, bo oprócz klasyków zawiera i mniej tuzinkowe pozycje. Rodzajów pizzy całe mnóstwo, ale oprócz tej klasycznej (margherita, napoletana, quatro formaggi) mamy kompozycje autorskie jak na przykład z pieczonym indykiem, avocado i migdałami, czy z łososiem, porami i 'neapolitańskimi kwiatami brokuła'. W daniach głównych widać marokańskie nutki w postaci pastilli (owoce morza zapiekane z makaronem ryżowym w cieście filo) i kebabów z pieczoną papryką i sałatami. Oprócz kilku egzotycznych akcentów dalej jest już włosko; makarony ręcznie robione, lasagne, cannelloni ze szpinakiem, kluseczki. W deserach przeważają ciasta (jak tort bezowy pina colada), ale o słodkości warto jest dopytać na miejscu.
W takim miejscu bez wina ani rusz i Trzy Papryczki proponują w tym temacie dość bogatą kartę i fajne, w większości włoskie pozycje.

Zaczęliśmy od białego wina stołowego (0,5l za 40PLN). Dobrej jakości, z intensywnym posmakiem gron pasowało nam zarówno solo, jak i dodatkowy 'składnik' każdego z dań. Bardzo mi się podoba, kiedy restauracje nie idą w półśrodki jeśli chodzi o wina domu i podają coś naprawdę wartego uwagi (lecz to niestety wciąż jest u nas rzadkością).
Rolę naszej przystawki spełniła pizza. Zdecydowaliśmy się na oryginalną propozycję Trzech Papryczek z wędzoną gęsią, żurawiną, gruszką na sosie pomidorowym z mozzarellą, rukolą i migdałami (27PLN). Ciasto chrupiące na brzegach, cieniutkie i lekkie. Składniki fajnej jakości, dużo (spore płaty dobrej gęsiny, bogato posypana migdałami). Dla mnie super, ale jednak trochę za sucho, bo sosu pomidorowego na dnie były tylko śladowe ilości, no i piec zrobił z nim swoje. Oliwa o którą poprosiliśmy obsługę uratowała jednak sprawę i z nią pizza wypadła naprawdę dobrze. I tu należy się pochwała za samą oliwę peperoncino - bardzo dobra jakość.
Mieliśmy ochotę na coś rybnego, a bogata karta dostarcza i takich opcji. Wybrałam bulion z tortellini z rybą i zielonymi warzywami (18PLN). Bulion bardzo smaczny, aromatyczny, doprawiony i jak przystało na wywar z ryb nieco mętny. Ale tortellini... tragedia! Zostały zamordowane prawdopodobnie wcześniejszym pobytem w zamrażarce. W zupie pływały surowe, rozwalone kawałki bladego ciasta z równie bladym farszem, który zapewne przed obróbką termiczną jakiś smak posiadał. I tu niestety wychodzą minusy dużej karty... I jeszcze zielone warzywa, co do których również miałam nieco inne wyobrażenia. W mojej zupie były wielkie płaty surowego jarmużu i całe gałęzie szpinaku. Chociaż lubię zieleninę w tej formie ciężko było to jeść.
Drugie nasze rybne danie, czyli ravioli z łososiem i mascarpone (21PLN) też niestety nie porwało. Tym razem ciasto było grubawe, dziwnie lepkie i ciężkie (bardzo możliwe, że i ono nie uniknęło zamrażarki). Łosoś w środku w porządku, ale mascarpone w farszu bardzo mało, prawie niewyczuwalne. Nie jest to danie godne polecenia, ale i tak lepsze od nieszczęsnych pierożków z zupy.
I jeszcze desery. Panna cotta z (jakże oczywistym) sosem malinowym (14PLN) dała radę - słodziutka, mocno waniliowa, kremowa (no, może tylko minimalnie zwarzona:)) oraz crumble (14PLN) z lodami waniliowymi i sezonowymi owocami (pojawił się rabarbar - fajnie). Kruszonka szybko namokła i straciła swoje właściwości, lody jak ze sklepu można przemilczeć... Desery mocno przeciętne.

Do obsługi naszego stolika żadnych uwag nie mam. Pani była dla nas sympatyczna, serwis sprawny i szybki mimo dużego ruchu. Z lekkim zażenowaniem jednak obserwowaliśmy jak inni goście wstają co chwila od stolików sami łapiąc w biegu obsługę w celu podania soli, czy rachunku. Brak organizacji? Nie sądzę, bo kelnerki z zapałem i bez wytchnienia kursowały między stolikami. Zabrakło chyba 1-2 dodatkowych osób do obsługi pełnej restauracji, a sezon wakacyjno-turystyczny przecież w pełni...

Mamy więc dobrą pizzę, zacne wino, wysokojakościową oliwę i śliczny ogródek. Mimo wpadek wieczór spędziliśmy miło i pewnie jeszcze kiedyś zajrzymy. Ale biorąc pod uwagę ogromną, włoską konkurencję w mieście Trzy Papryczki są najsprawiedliwiej mówiąc przeciętne.

JEDZENIE: 5/10
OBSŁUGA: 7/10
WYSTRÓJ: 8,5/10
CENY: 8/10

Ocena ogólna: 7/10








xoxo
Magda

niedziela, 21 maja 2017

Pizzeria 00

ADRES: Kalwaryjska 32, Kraków
KUCHNIA: włoska, pizza
ZAKRES CEN PIZZY: 18-26PLN
W INTERNECIE: facebook | www










Nie ulega wątpliwości, że w ciągu ostatniego roku pizza neapolitańska zrobiła się u nas modna. W Krakowie powstało przynajmniej kilka lokali specjalizujących się właśnie w tym włoskim daniu. Wśród nich jest znana i chwalona Pizzeria 00 do której ostatnio się wybraliśmy. 

Pizzeria jest mała, a zapełniona przez licznych gości (niemal permanentnie) sprawia wrażenie trochę ciasnej. Dobrze jednak, że miejsce zostało wykorzystane w sposób maksymalny, bo dzięki temu więcej osób może zjeść na miejscu. Nam cudem udało się trafić na wolny stolik bez rezerwacji. 
Wnętrze urządzono w sposób minimalistyczny, konsekwentny w stosunku do prostego logo i wreszcie ładnej, estetycznej karty menu. Dominuje biel, czerń i szarość, a jedynym ozdobnikiem są niewielkie zdjęcia w geometrycznych ramkach i stylizowane betonowe lampy. Ze względu na dość surowy klimat to miejsce raczej nie nadaje się na romantyczną randkę, czy na specjalne okazje. Za to na luźny obiad z przyjaciółmi lokal będzie idealny! My wpadając na szybki, sobotni obiad byliśmy jak najbardziej ukontentowani nowoczesno-włoską, luźną atmosferą.

Menu również jest konsekwentne, ponieważ nic oprócz pizzy w nim nie znajdziemy (no, może oprócz tirsamisu, które serwowane jest tylko w weekendy). Nam akurat to się podoba, gdyż lubimy miejsca, które podążają w konkretnym kierunku tego co potrafią najlepiej nie skręcając w niepotrzebne kulinarne zaułki. Są pizze najbardziej klasyczne z niewieloma składnikami (marinara, margherita) oraz bogatsze wariacje tradycyjnych, włoskich elementów z odważniejszymi akcentami (cztery sery z sosem z czerwonej porzeczki, czy tono z filetem z tuńczyka, szalotką, oliwkami, mozzarellą i pomidorami San Marzano). Pragnienie można ugasić regionalnymi i rzemieślniczymi piwami, ale i dla fanów wina (zwłaszcza biodynamicznego) coś się znajdzie. Oprócz tego z menu możemy dowiedzieć się trochę na temat historii, pochodzenia i procesu tworzenia pizzy neapolitańskiej.

Zamówiliśmy dwie sztuki. Toscanę (23PLN) jako reprezentantkę klasyki oraz bardziej wymyślną Carciofi (23PLN). Pierwsza z pomidorami San Marzano, mozzarellą, pecorino toscano (półtwardy owczy ser z ostrą papryką), grillowaną papryką i rukolą była pyszną kwintesencją tego, co we włoskiej kuchni najlepsze i bezsprzecznie kojarzyła się z wakacjami pod włoskim słońcem. Słodkie pomidory, delikatna mozzarella i pikantny owczy ser to zdecydowanie moje klimaty. 
Carciofi z kolei była równie przez nas uwielbianą pizzą białą z kremem z lekkiej riccotty, tą samą pyszną mozzarellą, pecorino tym razem w wersji łagodnej, oliwą cytrynową (ten składnik jak ulał pasuje do białej pizzy), chrupiącymi orzeszkami pini i przełamującymi słodką całość marynowanymi karczochami. Riccottowe niebo w gębie! Jedna z lepszych białych pizz jakie miałam okazję próbować.
Na obu pizzach znaleźliśmy selekcję oryginalnych włoskich składników wysokiej jakości co właściwie jest gwarantem sukcesu. Bez półśrodków, samo najlepsze. Na obu plackach składników było bardzo dużo. Ciasto z kolei zdecydowanie różni się od tego, które prezentuje Nolio, czy Silvano. Jest grubsze, bardziej zwarte i mocno wypieczone na brzegach, ale jak na napoletanę przystało bardzo wilgotne w środku. Mojemu gustowi jak najbardziej odpowiada. Dzięki temu pizza jest równocześnie lekka i bardzo syta.

Mimo sali zapełnionej do ostatniego stolika nasze pizze otrzymaliśmy w ciągu 5 minut od zamówienia, obie w niewielkim odstępie czasu co świadczy tylko o tym, że serwis świetnie sobie radzi. Obsługująca nas kelnerka była sympatyczna i uśmiechnięta. Nie czekaliśmy również długo na podanie rachunku, wszystko przebiegło bardzo sprawnie.

Pizzeria 00 to miejsce o zasłużonej popularności, ponieważ pizza jest prawdziwa i przepyszna. To ścisła czołówka jeśli chodzi o pizzę neapolitańską w naszym mieście. Będziemy zaglądać często i z ogromną przyjemnością zajadać się jedną z nalepszych pizz w mieście!

JEDZENIE: 9/10
OBSŁUGA: 8,5/10
CENY: 8/10
WYSTRÓJ: 7,5/10

Ocena ogólna: 8,5/10




xoxo
Magda









piątek, 27 stycznia 2017

Focha 42

ADRES: aleja Ferdynanda Focha 42, Kraków
KUCHNIA: włoska, pizza
ZAKRES CEN PIZZY: 24-29PLN
W INTERNECIE: facebook | www









Znów wracamy w okolicę Błoń, gdzie nieopodal rzeki Rudawy ulokowana jest 'restauracja z włoskim temperamentem' (jak sama o sobie mówi), Focha 42. Mimo, iż powstałe nie tak dawno w bliskim sąsiedztwie Pino Garden nieco przyćmiło blask tej włoskiej, nowoczesnej knajpki i tak wciąż przyciąga ona spore grono wiernych gości o czym przekonaliśmy się niedawno wybierając się tam wczesnym popołudniem w środku tygodnia. Sala była gwarna i pełna.

Wnętrze robi wrażenie. Duża, jasna, oszklona przestrzeń została zagospodarowana w sposób przystępny, industrialno-rustykalny i po prostu ładny. Część stolików znajduje się na podestach, dominuje jasne drewno i ciekawe ozdoby w postaci na przykład lamp ze srebrnych garnków. Są włoskie akcenty (ściana stylizowana na skrzynie z pomidorami, butelki po winie, domowe kredensy). Świeżości dodaje spora ilość zielonych roślin. Goście mogą obserwować przy pracy specjalistę od pizzy neapolitańskiej, ponieważ kuchnia jest częściowo otwarta - wystawiony na widok jest piec opalany drewnem.
W sezonie działa ogród letni, a dla zmotoryzowanych dostępny jest niewielki parking na posesji. Restauracja jest jak najbardziej prorodzinna; dysponuje pokojem zabaw, w którym w weekendy zajmują się dzieciakami animatorki oraz posiada w pełni wyposażony pokój bobasa dla mam z najmłodszymi pociechami.

Obszerne menu zaczyna się od śniadań; są organiczne, są klasyczne i z włoską nutą. Wśród przystawek - włoskie pieczywa (crostini, focaccia), wśród zup na przykład krem z buraka z dynią, twarożkiem i chrzanem. Miłośnicy sałat znajdą dla siebie cztery bogate pozycje. W sekcji mięs między innymi carpaccio z wołowiny i kaczki, tatar, gulasz na winie, wątróbka. Ciekawszymi propozycjami z zakładki rybnej są paella z owocami morza oraz grillowana gładzica z tagliatelle. Dalej mamy długą listę domowych makaronów oraz neapolitańską pizzę. W deserach dużo czekolady - suflet, tort i nieśmiertelne tiramisu.
Jak na włoską restaurację przystało jest kilkanaście rodzajów kawy. Ani na stronie ani na miejscu nie znalazłam jednak karty win.

Pierwsze na naszym stole pojawiło się pyszne, świeże pieczywo podane w ramach czekadełka. Przy tej przekąsce skorzystaliśmy z oliwy dostępnej na stole, która jednak nie była najlepszej jakości, bo w jej smaku dominowała zbyt wyraźna gorycz.
Tego dnia mieliśmy ochotę na klasyczną, włoską kuchnie; wybór menu był więc prosty - pasta i pizza!
Ja zdecydowałam się na penne con mitilo al cidro (32PLN), czyli makaron z omułkami w sosie z cydru, z pomidorkami cherry, natką pietruszki i czosnkiem. Ręcznie robione penne było wybitne, solidne, idealnie al dente i mogłabym je jeść nawet bez żadnych dodatków! Na moim talerzu znalazła się spora ilość jędrnych, świeżych skorupiaków o delikatnym, morskim posmaku. Idealnie pasowały tu też słodkie pomidorki. Odrobinkę zawiódł mnie jednak sos, w którym cydr i czosnek gdzieś zniknęły. Nie posiadał konkretnego smaku, stał się jedynie mokrym niezbędnikiem dania z makaronem.
Właściciel drugiej pasty - con lonza di maiale ai funghi di bosco (29PLN) nie znalazł w daniu ani jednego uchybienia. Towarzystwem cienkich wstążek tagliatelle była pyszna, marynowana polędwiczka wieprzowa w sosie śmietanowym, kurki, pomidorki cherry i ser Grana Padano, który dodał całości odpowiedniej wyrazistości i podkreślił smak delikatnej polędwiczki. Sam makaron podobnie jak w przypadku mojego penne był jednym z najlepszych jakie w ogóle mieliśmy okazję próbować w krakowskich restauracjach.
Dania były pyszne, ale muszę przyznać, że stosunek ilości do ceny był tu nieco nieproporcjonalny. Porcje były niewielkie, raczej przystawkowe i wcale nie było to złudzenie powodowane przez duże talerze. Za cenę powyżej przeciętnej (jeśli chodzi o dania z ręcznie robionych makaronów w krakowskich restauracjach) miło by było otrzymać na talerzu normalną, obiadową porcję.
Z powodzeniem zatem zmieściliśmy jeszcze pizzę, uwielbianą przez nas neapolitanę tym razem w wersji quattro formaggi (28PLN). Wśród pięciu (a nie czterech, jak sugeruje nazwa) serów była lekka jak chmurka, zachwycająca ricotta, pikantna i charakterystyczna gorgonzola, oryginalna i jak zwykle pyszna mozzarella di bufala, wyrazisty Grana Padano i mało popularny u nas długodojrzewający, twardy ser krowi dobbiaco. Taki mix świetnej jakości serów zagwarantował tej pizzy sukces. Warto również wspomnieć o pysznym, słodkawym sosie pomidorowym, który przyjemnie zbalansował ostre smaki serów. Jak na neapolitanę przystało środek był wilgotny, a ciasto na brzegach lekkie, suche i mocno wypieczone. Właściwie niczego tej pizzy nie brakowało i z przyjemnością dopisujemy ją do naszej prywatnej top listy włoskich placków z krakowskich restauracji.
Zmieściliśmy jeszcze deser i jako, że nie jesteśmy przesadnymi miłośnikami czekolady znów padło na Panna Cottę (16PLN) śmietankowo-limonkową z truflą z białej czekolady. Jej podanie było efektowne, ale niestety smak już nie. Mało wyraźny i o dziwo mało słodki krem, limonki praktycznie nie wyczułam. Również obok sosu z miętowej herbaty i limonki mogłabym przejść zupełnie obojętnie. Dobra była maleńka trufla ukryta we wnętrzu kremu oraz maślane, chrupkie ciastko. 

Załoga stara się być profesjonalna i przez większość czasu jej się to udaje (chociaż w przypadku naszej wizyty zdarzyły się małe potknięcia). Kelnerzy są kulturalni, sympatyczni i nienachalni. 
Jako jeden z nielicznych lokali w naszym mieście, Focha 42 dolicza do każdego rachunku 10% opłaty za serwis. Jeśli nie jesteśmy zadowoleni z obsługi możemy rzecz jasna poprosić o wykasowanie napiwku przed ostatecznym wystawieniem rachunku. Wiem, że wielu gości restauracji nie pochwala takiego systemu i ja również uważam, że milej widziane byłoby pozostawić dla klientów decyzję jakiej wysokości tip chcą zostawić obsłudze (sporo gości restauracyjnych ma w zwyczaju dawać napiwki wyższe niż to utarte 10%). Poza tym pozostawianie napiwku zawsze powinno być dobrowolne i tak wyraźne narzucanie/sugerowanie uiszczenia dodatkowej zapłaty jest po prostu nie na miejscu.

Focha 42 to kolejne pyszne, ładne i przyjemne miejsce trochę dalej od centrum, a jedyny niewielki minus musimy postawić za nieco wygórowane ceny. Z przyjemnością wybierzemy się tam ponownie w sezonie letnim, by zjeść obiad w podobno uroczym ogrodzie.

JEDZENIE: 8/10
OBSŁUGA: 7/10
WYSTRÓJ: 8,5/10
CENY: 5/10

Ocena ogólna: 7,5/10








xoxo
Magda

piątek, 25 listopada 2016

Bistro Italiano da Silvano

ADRES: Berka Joselewicza 18, Kraków
KUCHNIA: włoska, pizza
ZAKRES CEN PIZZY: 12-39PLN
W INTERNECIE: facebook | www




O tej małej, rodzinnej knajpce na Kazimierzu krążą po mieście całkiem przychylne opinie, szczególnie na temat pizzy, która ponoć jest jedną z tych najlepszych, najprawdziwszych. A dobrej pizzy nigdy dość, z chęcią więc wybraliśmy się do bistro z nadzieją na odnalezienie Italii na talerzu.
Szefem kuchni jest Włoch z krwi i kości - Pan Silvano, którego portret zdobi kartę menu przygotowaną w starym, klasycznym stylu. Obsługą sali zajmuje się jego przemiła żona.

Wystrojowi daleko jest do nowoczesnego wnętrza, ale w tym przypadku to wcale nie jest minus. W każdym kącie tego miejsca czuć ducha właścicieli, polsko-włoskiego małżeństwa i dzięki temu jest domowo i prawdziwie - trochę włosko, trochę polsko. Staromodne obrusy i serwety, floralne obicia krzeseł, żółty kolor ścian i włoskie obrazki tworzą specyficzny klimat lokalu jakby sprzed kilkunastu lat. Do wnętrza jak ulał pasują szlagiery z włoskich dancingów, które słychać z głośników.  Ktoś może uznać, że jest niemodnie i trochę tandetnie, ale jak dla nas wnętrze jest ciepłe i urocze, z wyraźną, południową atmosferą.

Menu jest naprawdę obszerne i gdyby nie to, że szliśmy z zamiarem zjedzenia pizzy mielibyśmy problem z decyzją. Wśród przystawek znajdziemy oczywiście bruschettę, sałaty, sery, wędliny, czy zupę minestrone. Makarony penne i spaghetii nie są wykonane ręcznie (z tego co wnioskuję z menu), więc jak dla mnie w karcie włoskiego bistro mogłoby ich w ogóle nie być. Za to tagliatelle, lazania, pierożki i gnocchi to wyrób własny, każdy dostępny w kilku odsłonach. Dobrze zapowiada się na przykład tagliatelle z kremem z trufli i parmezanem lub gnocchi w sosie z prawdziwków. Mięsa i ryby z sekcji dań drugich to również długa lista - kurczak, polędwica, karkówka, stek wołowy (specjalność miasta Firenze w Toskanii), kotleciki jagnięce, czy polędwica z miecznika to i tak nie wszystko co Silvano proponuje. Nawet fani owoców morza mają w czym wybierać - są krewetki, kalmary i małże, a wszystkie dania brzmią prawdziwie włosko, nie są spolszczone. Desery mamy trzy - panna cottę, tiramisu i sycylijską rurkę z kremem.

Pizza dostępna jest w trzech rozmiarach (24, 32, 42cm) oraz w kilkunastu wariantach smakowych. Zdecydowaliśmy się na dwie średnie pizze.
Porcini Aglio e Rucola (32PLN) zawierała ogromne kawałki pysznych, duszonych grzybów (do ideału brakowało im tylko troszkę soli), pieczony czosnek w dużych ilościach (jak dla mnie to super!), wysokiej jakości mozarellę di bufala i odświeżającą całość rukolę. Przepyszna, jesienna kompzycja bardzo przypadła nam do gustu.
Nasz drugi wybór - Prosciutto (16PLN, cena promocyjna) to pozycja bardziej klasyczna, z domowym sosem pomidorowym, dobrą szynką i mozzarellą. Tej pizzy do pełni szczęścia brakowało wyłącznie parmezanu.
Dodatki dodatkami - fajnie, że smakują, ale w prawdziwej, włoskiej pizzy najważniejszą rolę gra ciasto. I Pan Silvano robi je rzeczywiście najlepiej w mieście! Lekkie, cienkie i chrupiące, doskonale wypieczone, ani trochę gumiaste w towarzystwie przyjemnych, domowych składników na nim to kwintesencja prawdziwej, parmeńskiej pizzy, naprawdę nie do podrobienia.
Średnia pizza dla jednej osoby to syty, pełny obiad, ale mimo pełnych brzuszków mieliśmy jeszcze ochotę na coś słodkiego.
Wybór padł na sycylijską rurkę z kremem z serka mascarpone (10PLN), kandyzowaną skórką pomarańczy i kawałkami gorzkiej czekolady. Chrupiące ciastko z pysznie kremową zawartością, nie za słodkie, było miłym zakończeniem wizyty w bistro.

Jak już wspomniałam, salą i gośćmi opiekuje się Właścicielka, która chętnie doradza w wyborze dań, jest uprzejma i posiada mnóstwo klasy, której młodziutkim kelnerkom często brak. Taka Obsługa jeszcze bardziej podkreśla rodzinny, ciepły charakter tego miejsca.

Spodziewaliśmy się, że pizza w tym miejscu będzie dobra, ale że aż tak... to było spore zaskoczenie! W naszym 'pizzowym' rankingu Bistro Italiano da Silvano staje na podium, wraz z Nolio oraz Pizza Garden, przy czym to właśnie Silvano może pochwalić się najlepszym ciastem z całej trójki.
Z przyjemnością zainteresujemy się również resztą obszernej karty. Do bistro będziemy wracać regularnie i jak najbardziej polecamy to miejsce!
To jasny, błyszczący (choć niepozorny) punkt wśród całego szeregu włoskich miejsc w naszym mieście.

JEDZENIE: 8,5/10
OBSŁUGA: 7/10
CENY: 7,5/10
WYSTRÓJ: 7/10

Ocena ogólna: 8,5/10





Magda

poniedziałek, 3 października 2016

Zielone Tarasy



ADRES: Aleja Juliusza Słowackiego 64, Kraków
KUCHNIA: europejska, włoska, polska, fusion
ZAKRES CEN DAŃ GŁÓWNYCH: 13-39PLN
W INTERNECIE: facebook | www








Jako miłośniczka pięknych widoków podczas jedzenia już dawno chciałam odwiedzić to miejsce. Restauracja znajduje się na piątym piętrze kamienicy-biurowca przy krakowskich Alejach i dysponuje rozległym tarasem, z którego możemy podziwiać dachy, ulice i historyczne budowle, a przy dobrej pogodzie nawet Tatry. Czym oprócz świetnej lokalizacji mogą pochwalić się Zielone Tarasy? Koniecznie należało sprawdzić ich kuchnię.

Ze względu na porę roku nie mogliśmy już skorzystać ze stolików na zewnątrz, ale przy okazji dokładnie przyjrzeliśmy się temu miejscu. I widok jest naprawdę imponujący! Cały taras zresztą, pełen doniczkowych roślin i ciemnego drewna tworzy atmosferę nadzwyczaj przyjemną i wręcz stworzoną na romantyczną randkę, czy biznesowe spotkanie z widokiem na piękny Kraków. Tutaj możemy zatrzymać się na chwilę i z góry popatrzeć na szybkie życie krakowskich ulic uciekając od zgiełku miasta.
Zajęliśmy miejsce w oranżerii, gdzie tarasowy czar niestety pryska. Wnętrze jest zupełnie nieciekawe, surowe, puste. Zdecydowanie bar, daleko od resto. Duże i ciężkie, proste stoliki bez żadnego nakrycia i zerowy wystrój nieprzyjemnie kontrastują z tym co jest na zewnątrz. Gdybym miała wybrać się tu drugi raz to tylko w sezonie wiosenno-letnim, by zająć stolik na powietrzu.

Zielone Tarasy chwalą się w menu swoim credo, które stanowi o kuchni sezonowej i zdrowej, z naturalnych składników, bez sztucznych przypraw i bez mikrofalówki. Sporo jest potraw wegańskich i wegetariańskich. Od poniedziałku do piątku w godzinach lunchowych serwowane są zestawy obiadowe w trzech odsłonach. Jest też kilka śniadań podawanych do południa. Nie da się nie zauważyć, że profil restauracji skierowany jest w stronę pracowników okolicznych firm. Ze względu na późną porę musieliśmy wybrać coś z regularnego menu, które jak dla mnie jest mało ciekawe. Znajdują się w nim trzy zupy, przekąski (bruschetta, chipsy z chorizo), sałatki, proste dania z mięs i ryb (schabowy, łosoś na parze). Jest kilka makaronów, pizza, naleśniki wytrawne i ułamek kuchni meksykańskiej - tortilla i buritto. Desery są trzy, chociaż do tej kategorii zaliczono również owocowe koktajle.

Na początek zamówiliśmy zupy. Krem z kukurydzy i imbiru z chorizo (11PLN) okazał się być kremem tylko z kukurydzy, bez śladu imbiru przez co był dość... dziecinny. Gęstą, zbyt łagodną w smaku zupę ratowało chorizo, które pasowało tutaj świetnie i kontrastowało z kukurydzianą papką bez wyrazu. Szkoda tylko, że było go niewiele. Gdyby plasterków pływało w zupie trochę więcej mogłaby się ona nawet podobać. 
Z drugą zupą było zdecydowanie gorzej. Krem pomidorowo-paprykowy z pesto bazyliowym (11PLN) był stworzony zapewne głównie z kiepskiej jakości przecieru pomidorowego. Być może gdzieś w tle przebijała się papryka z proszku, ale na podniebieniu czuć było tylko pomidorowy kwas (padło podejrzenie, że ta zupa w ogóle jest skwaszona) pomieszany ze sporą ilością suszonej bazylii. Jedzący ze względu na wysoką tolerancję dla kulinarnych dziwactw tę zupę zjadł, ale ja miałam dosyć po spróbowaniu dwóch łyżek. Po zapewnieniach o naturalnych składnikach spodziewałam się w tym kremie zblendowanych świeżych pomidorów i papryki, a otrzymałam koszmarnie kwaśny twór z półproduktów. Oj, nieładnie... 

Na danie główne zamówiliśmy pizzę. Twierdzimy, że ten popularny, niby prosty włoski placek może dużo powiedzieć o jakości kuchni, która go serwuje - sekretem udanej pizzy zawsze są bowiem dobre składniki. Wybraliśmy największą, 50cm o nazwie Kura Piri-Piri (34PLN) z kurczakiem, czerwoną fasolą, kukurydzą i papryczkami piri-piri. I cóż... naiwna byłam sądząc, że po zupie pomidorowej w tym miejscu można jednak zjeść coś dobrego. Pizza była kwintesencją tego czym być nie powinna i gdyby zobaczył ją jakiś Włoch dostałby ataku śmiechu. Albo by się popłakał, bo tego typu placek jest profanacją jego narodowego dania. O ile ciasto było całkiem ok - cienkie, nieprzepieczone, tak składniki na nim zniszczyły wszystko. Śladowa ilość przecieru wyschniętego w piecu na wiór miała chyba pełnić rolę bazowego sosu pomidorowego. Na każdej pizzy znajduje się też mozzarella, która na tej naszej pomieszana została z jakimś okropnym, tanim, żółtym serem, z którego powstała sucha skorupa. Nie pierwszej świeżości, twardy kurczak z dziwnym, białym nalotem również do tej skorupy należał i był kompletnie niezjadliwy - po spróbowaniu jednego kawałka pozbyłam się reszty z mojej porcji, ponieważ jego zjedzenie (bądź co bądź to w końcu mięso) mogło być niebezpieczne dla zdrowia. Reszta składników - kukurydza, fasola i papryczki tylko wtórowały wspomnianej reszcie, ponieważ ewidentnie pochodziły z najtańszych, marketowych puszek. Na szczęście było ich niewiele. Na podsumowanie dodam, że do tej pizzowej masakry podano nam ketchup Heinz w saszetkach. W sumie może to i lepiej, bo poznając standardy Zielonych Tarasów zamiast domowego sosu pomidorowego otrzymalibyśmy skwaszony koncentrat.
Po 'zmęczeniu' jednego kawałka poprosiliśmy o opakowanie na wynos. Jako zagorzała przeciwniczka marnowania jedzenia miałam zamiar dodać w domu swoje składniki i jakoś uratować ten koszmarek przed śmietnikiem - jak już wspomniałam ciasto było w porządku. Niestety ostatecznie większość i tak wylądowała w koszu. 

Wciąż się nie poddając postanowiłam zamówić jeszcze deser, bo może chociaż coś słodkiego da się tu zjeść? Niestety nie udało mi się tego sprawdzić, ponieważ odmówiono mi podania panna cotty z powodu zamknięcia kuchni. Właśnie wybijała godzina 20, a lokal jest czynny do 21. Rozumiem, że kuchnia zamykana jest wcześniej, ale panna cotta jest podawana na zimno po przygotowaniu jej kilka godzin wcześniej i wymaga jedynie wyłożenia na talerz, kiedy ktoś ją zamawia. Było by fair, gdyby wzmianka o tak wczesnym zamknięciu kuchni i braku możliwości zjedzenia czegokolwiek o godzinie 20 znajdowała się w menu, ale takowej nie ma. Być może o 20 w Zielonych Tarasach nie można już zamówić herbaty, bo przecież trzeba zagotować wodę, a kuchnia nieczynna... Poczułam się wyproszona z lokalu. I to był gwóźdź do trumny - restauracja w centrum miasta odmawia obsługi gości o godzinie 20 i z niecierpliwością wyczekuje na opuszczenie lokalu. Nie sądziłam, że w Krakowie kiedykolwiek spotkam się z czymś takim. Bardzo szanujemy ludzi pracujących w gastronomii, dlatego zawsze staramy się zmieścić swoją wizytę w godzinach otwarcia lokalu, nigdy nie zostając dłużej. Tutaj jednak do zamknięcia pozostała cała godzina.

W ogóle przez całą naszą wizytę obsługa pozostawiała wiele do życzenia. Weszliśmy niezauważeni, długo czekaliśmy na podanie kart i przyjęcie zamówienia. Kelnerki ograniczały się jedynie do przyniesienia jedzenia i położenia go na stole unikając kontaktu (nawet wzrokowego) z gościem. Oczywiście nikt nie zauważył, że po zjedzeniu kawałka zamówionej pizzy już dłuższy czas rozglądamy się za obsługą, trzeba było więc podejść do lady barowej. Mimo, że znajdowała się tam kelnerka i widziała, że czekamy zwróciła na nas uwagę dopiero po kilku minutach zajmując się wcześniej chyba przeliczaniem kasy. Czuliśmy się jak intruzi. Pospiesznie opuściliśmy więc to miejsce w drodze powrotnej rzucając jeszcze okiem na jego zmarnowany potencjał - piękny widok na miasto z tarasu. 

Przede wszystkim poczuliśmy się oszukani. Zupełnie nie to miało znaleźć się na stole według credo Zielonych Tarasów. Miało być zdrowo, ze świeżych, sezonowych produktów, miało być pysznie i lekko. A była kuchnia rodem z przydrożnego zajazdu lub zapomnianego baru sprzed lat. To była najgorsza zupa pomidorowa i najgorsza pizza jakie w życiu jadłam. Mimo całej sympatii dla tarasowych widoków zupełnie nie mam ochoty tam wracać skoro dwie z trzech próbowanych potraw sięgnęły kulinarnego dna. 
Naszym zdaniem to miejsce nadaje się tylko na piwo/drinka/sok. Jedzenia z całą pewnością nie polecamy.

JEDZENIE: 1,5/10
OBSŁUGA: 2/10
CENY: 5/10*
WYSTRÓJ: 5/10**

Ocena ogólna: 2/10







*Mimo, że ceny wydają się być niskie jakość produktów sprawia, że również ta ocena spada w dół. Za całą kolację zapłaciliśmy 70PLN - jest w Krakowie wiele miejsc, gdzie za tę cenę można zjeść zdecydowanie lepiej.
**Taras jest zachwycający i zasługuje na 10pkt, ale braliśmy pod uwagę również wnętrze lokalu, dlatego ocena i tu spadła o połowę.


Magda


wtorek, 9 sierpnia 2016

Nolio

ADRES: Krakowska 27, Kraków                                              
KUCHNIA: włoska
ZAKRES CEN PIZZY: 17-35PLN
W INTERNECIE: facebook | www   











Od powstania restauracji Nolio na Kazimierzu wkrótce minie rok i właściwie od pierwszego dnia działalności jest to miejsce o którym się mówi, pisze i do którego się chodzi. O stolik jest trudno, rezerwacja wskazana i to z kilkudniowym wyprzedzeniem. Mi udało się trafić na wolne miejsce dopiero przy trzecim podejściu, a oblężenie, z którym spotkałam się w lokalu, muszę przyznać - intrygowało. Włoskiej kuchni w Krakowie nie brakuje; po kilka trattorii, pizzerii, makaroniarni znajdziemy niemal na każdej ulicy Starego Miasta i Kazimierza. Czym więc na ich bogatym tle wyróżnia się Nolio, które w stosunkowo krótkim czasie zyskało sobie szerokie grono gości i niebywałą popularność? Koniecznie należało to sprawdzić. Moja ciekawość przeplatała się jednak ze sceptycyzmem, ponieważ zdarzało mi się już bywać w miejscach modnych, których kuchnia w żaden sposób nie usprawiedliwiała medialnego sukcesu.

Już od progu widać było, że w Nolio wszystko dopracowane jest niemal do perfekcji. Uśmiechnięta pani Manager odprowadziła nas do wybranego stolika. Oczywiście korzystając z uroków letniej pogody padło na ogródek znajdujący się na tyłach restauracji. Przechodząc przez cały lokal mieliśmy okazję przyjrzeć się wnętrzu, które zostało urządzone w sposób minimalistyczny i wyważony. Ściany i meble są ciemne, ale ciepłe światła sprawiają, że atmosfera jest typowa dla włoskiej, romantycznej knajpki. Jest elegancko, ale bez niepotrzebnego patosu.

Dumą lokalu bez wątpienia są oryginalne, specjalnie wyselekcjonowane włoskie składniki (sporo z nich posiada certyfikat D.O.P.), a o szczegółach ich pochodzenia dowiadujemy się z karty. Barwne opisy sprytnie wpleciono w menu i jest to dość odważne posunięcie, ponieważ po zapoznaniu się z nimi oczekiwania na wyjątkowe doznania smakowe rosną. Mamy między innymi mozarellę z odżywczego mleka czarnych bawolic hodowanych na półdzikich i żyznych terenach Kampanii, pomidory San Marzano rosnące na wulkanicznych polach u stóp Wezuwiusza i sycylijskie pistacje zbierane wprost ze skał wulkanicznych Etny...
Menu to przekrój tradycyjnych dań włoskich z kilkoma małymi smaczkami rzadko spotykanymi we włoskich restauracjach made in Poland. Gwiazdą karty jest pizza - Nolio należy do prestiżowego stowarzyszenia AVPN z Neapolu, które zrzesza restauracje serwujące autentyczne, neapolitańskie pizze.

Z nadzieją na wyjątkowe doznania kulinarne wybraliśmy antipasti polecone przez Kelnerkę - Cappalletti (19PLN) z ogonem wołowym, demi-glace, ricottą, nasturcją, bazylią, parmezanem i orzechami włoskimi oraz Raviolo (19PLN) z ricottą, szpinakiem, palonym masłem, żółtkiem, szałwią i parmezanem.
Cappalletti - trzy całkiem spore 'uszka' nadziewane mięsem w towarzystwie dodatków prezentowały się na talerzu pięknie i równie wspaniale smakowały. Intensywny smak wołowiny z demi-glace skutecznie łagodziła lekka jak obłok ricotta i to ona była właśnie składnikiem, który wyróżniał się na moim talerzu. Do tej pory nie miałam okazji próbować równie aksamitnego sera, którego lekka konsystencja nie sprawia przy okazji, że staje się on mdły i bez wyrazu. Ogon wołowy jest trudnym mięsem i sztuką jest przygotować go tak, by nie był twardy i gumiasty. W moim Cappaletti farsz z ogona był bliski ideału i by rozpływał się w ustach zabrakło mu naprawdę niewiele. Podobnie było z ciastem - cienkie, poprawne, ale również odrobinkę zbyt twarde co jednak absolutnie nie przeszkadzało w pozytywnym odbiorze dania. Cała przystawka jest bardzo udaną kompozycją kontrastujących z sobą głównych składników - ciężkiego mięsa wołowego z lekką ricottą. Jest to połączenie odważne i raczej niespotykane, ale smakiem trafione w punkt.
Druga przystawka również nie była zawodem. Mimo, że zdecydowanie łagodniejsza od mocnego Cappalletti, zachwycała delikatną ricottą w towarzystwie ziół i żółtka. Całość może się wydawać daniem nieco śniadaniowym (przez żółtko i palone masło). Delikatne ciasto sporego pierożka raviolo pełne było aksamitnego farszu ricottowego ożywionego szałwią i szpinakiem. Żółtko w środku - idealnie płynne. Wiórki parmezanu, którymi posypany był pieróg spełniły swoją rolę intensywnego akcentu dla przełamania łagodnego smaku całości.

Po tym bardzo udanym wstępie przyszedł czas na pizzę, którą to gastronomiczny Kraków zachwyca się od miesięcy. Wybraliśmy jedną z klasycznych propozycji - Diavolę (26PLN; Pomidory San Marzano D.O.P., mozzarella di bufala Campana D.O.P., ventricina piccante, Pecorino Romano D.O.P.) oraz jedną z sekcji tych wykwintnych - Mortadellę (29PLN; Mozzarella di bufala Campana D.O.P., mortadella di Bologna, pistacje z Bronte D.O.P., pieprz, zest z cytryny). 
Pizza klasyczna jak najbardziej trafiła w nasz gust, a jej oryginalne, włoskie składniki potwierdziły tylko jej słynną wyjątkowość. Niby to tylko pomidory, mozzarella i salami, ale takich pomidorów, takiego sera i takiego salami nie jadłam nigdy wcześniej. Jest dokładnie tak jak zapewniała karta - składniki z certyfikatami jak najbardziej zasługują na swoje wyróżnienie i niewiele restauracji może pochwalić się tak wspaniałą jakością.
Drugie zamówienie z wariacją dość rzadko widywanych na pizzy składników wiązało się z pewnym ryzykiem - nie byliśmy pewni czy trafi do nas taka kompozycja. A tu niespodzianka! Moim zdaniem Mortadella była nawet lepsza od Diavoli. Delikatną mozzarellę i łagodną szynkę skutecznie odświeżała skórka z cytryny - tutaj składnik zaskakujący, ale jak najbardziej potrzebny, bez niej mogłoby być zbyt łagodnie, a nawet mdło. Na tej pizzy nieco zabrakło mi pistacji, które gdzieś zniknęły między serem, a mortadellą. Mimo to ona właśnie została moją faworytką nieznacznie wygrywając z Diavolą.

Mam wrażenie, że pizza z rodzaju neapolitańskich ma tyle samo gorących zwolenników, co i przeciwników. Ze względu na 'mokry' środek może wydawać się zbyt tłusta, nie każdemu będą też odpowiadać jej suche brzegi. W moim przypadku jednak ten rodzaj pizzy stał się ulubionym i po wizycie w Nolio cieszę się, że jest w Krakowie miejsce, gdzie pizza neapolitańska jest prawdziwa i absolutnie nie jest tylko nieudolną podróbką. 

Na koniec wypróbowaliśmy trzy desery. Sernik z ricotty di bufala (16PLN) skradł serca całej naszej trójki. Pięknie podany zachwycał nie tylko wyglądem, ale również smakiem zapewne za sprawą wspomnianej już kilka razy genialnej ricotty. Zresztą każdy element tego deseru był wyśmienity: sos malinowy, beza z rabarbarowym pudrem, żel z moreli - wszystko to na czele z sernikiem było małym, słodkim dziełem sztuki kulinarnej. Drugie miejsce zajęła beza z owocami (14PLN) - elementy przesłodkie (beza i bita śmietana) kontrastowały tu z kwaśną gruszkową granitą z grappą, owocami i sosem wiśniowym. Bardzo przyjemny, letni deser. Niestety najsłabszym elementem całej kolacji okazało się Tiramisu pistacjowe (15PLN), którego smak już właściwie wyleciał mi z pamięci. Mimo, że deser wykonany był poprawnie nie znalazłam w nim smaku tych pistacji rosnących na skałach lawy...

Całą kolację umilało nam świetne, oczywiście włoskie wino Primitivo di Puglia (65PLN za butelkę) wybrane dla nas przez Obsługę. O dziwo komponowało się wspaniale ze wszystkimi próbowanymi daniami, pasowało nawet do słodkich deserów. 

Obsługa w Nolio jest nienaganna - serwis kelnerski może świecić przykładem dla innych restauracji. Zostaliśmy miło przywitani i pożegnani przez każdą mijaną Kelnerkę, a do obsługi naszego stolika nie mam ani jednego 'ale'. Uprzejma Kelnerka wyczerpująco odpowiadała na każde pytanie, służyła radą co do wyboru dań i chętnie dzieliła się niemałą wiedzą na temat serwowanych potraw. 

Popularność Nolio jest jak najbardziej uzasadniona. Tutaj nic nie jest dziełem przypadku - zarówno kuchnia, której podstawą są specjalnie wybrane składniki, jak i wystrój, menu, czy serwis. Serce i pasję do kuchnii Kampanii widać tutaj na każdym talerzu i w każdym kącie lokalu.
Z przyjemnością będę wracać do Nolio i to często, ponieważ to miejsce ujęło mnie jak mało które w Krakowie. 
Koniecznie muszę wypróbować pastę, będę również polować na weekendy ze świeżymi owocami morza. 

To niezwykle pokrzepiające, że tym razem 'modna' knajpa jest równocześnie wspaniałą, prawdziwą restauracją stworzoną z miłości do jedzenia.


JEDZENIE: 9,5/10
OBSŁUGA: 10/10
CENY: 9/10
WYSTRÓJ: 9/10

Ocena ogólna: 9,5/10










Magda