Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia chińska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia chińska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 maja 2018

Kuchnia Orientalna Dragon

ADRES: Szwai 16, Kraków
KUCHNIA: orientalna, na dowóz
ZAKRES CEN DAŃ GŁÓWNYCH: 16-36PLN
W INTERNECIE: facebook | pyszne.pl






Już kiedyś pisaliśmy o naszym ulubionym, osiedlowym barze orientalnym, z którego najczęściej zamawiamy jedzenie w przypływie lenistwa. Nie bylibyśmy jednak sobą nie próbując nowości, więc tym razem na nasze rzadko konsumowane comfort food wybraliśmy zupełnie losowe miejsce - Kuchnia Orientalna Dragon z Osiedla Europejskiego.

Przez wzgląd na niefajne przygody z portalem pyszne.pl (przypadkowe miejsca ze złym jedzeniem, słaba komunikacja, problemy z dostawą lub jej brak)  korzystamy z niego sporadycznie. Tym razem jednak był to najlepszy i najwygodniejszy sposób na złożenie zamówienia jeśli nie ma się w domu ulotki z menu i numerem telefonu. Dragon ma profil na FB, lecz jest martwy od kilku lat. Www się nie doszukałam. Pyszne.pl udostępnia możliwość płatności przez internet co pewnie nie raz ratuje tych rzadko posiadających gotówkę.

Menu to oczywiście długa, długa lista orientalnych dań. Kurczak słodko-kwaśny, wieprzowina po syczuańsku, kaczka po tonkińsku, ryba po sajgońsku, chrupiące rozmaitości morza... I tak dalej można długo. Od moich tajnych informatorów wiem, że często nawet długoletnie kelnerki nie są w stanie spamiętać składnikowych różnic (poniekąd często nieznacznych) pomiędzy taką ilością dań. Ale wiadomo, taki jest urok tych miejsc. My też przeważnie zamawiamy w ciemno nie męcząc nikogo pytaniami ' a z czym dokładnie jest ta cielęcina pięć smaków?'.

Machina losowania wybrała więc kilka dań na kolację. Zupa rybna pikantna (7PLN) to właściwie zawsze stały element moich zamówień w barach orientalnych. Porównując z innymi ta z Dragon wypada średnio, tak po prostu - ani najlepiej, ani najgorzej. Słodko-kwaśna, dość pikatna. Trochę warzyw i bardzo mało ryby. Oczywiście koperek. 
Wybraliśmy jeszcze pikantną zupę tajską (8PLN) z owocami morza. Warzywa oczywiście te same co w rybnej, niewiele owoców morza, ale jak na takie z mrożonki były całkiem niezłe (zwłaszcza krewetki - w miarę jędrne, smaczne). Fajnie, że czuć było trawę cytrynową, a zupę - jak na tajską przystało - zabielono mleczkiem kokosowym. Dobra, lepsza od rybnej.
Na danie główne wybraliśmy mintaja teriyaki na gorącym półmisku (20,50PLN).  A raczej w gorącym styropianie, chociaż pewnie w lokalu podają danie jeszcze skwierczące na tych charakterystycznych talerzach w kształcie smoka, czy innego zwierza :) Z pewnością wiecie o co chodzi. Nie do końca rozumiem, dlaczego mintaj nazywa się teriyaki, ponieważ otrzymałam po prostu rybę w panierce, bez żadnego sosu, za to z warzywami z patelni przyprawionymi na słono. Jakość mintaja w porządku, panierka trochę za sucha, a mimo to nie chrupiąca. No, zabrakło tego sosu. Tego dania nie zamówiłabym ponownie, aczkolwiek z pomocą azjatyckich dipów z mojej lodówki dało się zjeść.
Zupełnie inaczej było z wołowiną z trawą cytrynową (21,50PLN), która niemal nas zachwyciła. Tu był sos i to bardzo dobry. Ciemny, na bazie sojowego, nie był sztucznie zagęszczony. Bardzo aromatyczny dzięki trawie cytrynowej. Do tego chrupiące kiełki mung, no i mięso - miękkie, nieprzeciągnięte, świeże. To danie chętnie zamawiałabym ciągle.
Zawsze w zestawach tradycyjnie jest ryż, surówka z białej kapusty i sos słodko kwaśny. Tutaj te trzy elementy nie zasługują na szczególne wyróżnienie. Po prostu są, bo muszą i o smaku, czy jakości nie ma co mówić. Szczególnie ryż nie zasługuje na uwagę, bo był rozgotowany i mdły.

Z dostawą wszystko poszło szybko i sprawnie, niczego nie pomylono, płatność przez internet również przebiegła bez problemów. Przewidywany czas oczekiwania wynosił w naszym przypadku godzinę. Dostawca zapukał do drzwi 10 minut po czasie, ale to nie jest żadne spóźnienie biorąc pod uwagę krakowskie korki w godzinach szczytu. Zasięg dostawy mają szeroki, ale jest to głównie południe miasta.

Kuchnia Orientalna Dragon raczej nie trafi na listę naszych topowych barów orientalnych. Pewnie nie zamówimy stamtąd ponownie obiadu w dowozie, będziemy dalej szukać hitów, próbować tu i tam, testować dostawy. Ale nie było źle biorąc pod uwagę niską cenę, dużą ilość i jakość/świeżość składników. Jak ktoś ma blisko, może śmiało zaglądać bez obaw o smakową porażkę.

JEDZENIE: 6,5/10
OBSŁUGA: 9/10
WYSTRÓJ: -
CENY: 9/10

Ocena ogólna: 7/10







xoxo
Magda

poniedziałek, 19 marca 2018

Phuong Dong

ADRES: Bojki 4, Kraków
KUCHNIA: wietnamska, chińska, orientalna
ZAKRES CEN DAŃ GŁÓWNYCH: 17,50-32PLN
W INTERNECIE: www






Czasem człowiek po prostu ma ochotę na nieskomplikowane, niewykwintne jedzenie z jednego z wielu wietnamsko-chińskich barów w mieście. Ale który wybrać? My zazwyczaj zamawiamy na dowóz właśnie z Phuong Dong przez wzgląd na dogodną lokalizację i pełne zadowolenie z jedzenia. W końcu wybraliśmy się tam, by zjeść na miejscu.

Oprócz Kurdwanowa Phuong Dong ma swoje lokale na ulicy Lea oraz Bora-Komorowskiego i z tego co słyszałam tam również to bardzo popularna miejscówka. Lokal stacjonarny na Bojki nie wyróżnia się niczym szczególnym. Są wygodne, duże stoły, prosty wystrój stylizowany mniej lub bardziej udolnie na Azję. Ważne, że jest czysto, estetycznie i ładnie pachnie jedzeniem.

W karcie (oczywiście w skórzanej oprawie - to już chyba taka tradycja wietnamskich barów) jak to zwykle w takich miejscach bywa ogromna lista dań. Tutaj nie będę na to narzekać, bo potrawy - podobnie jak w kuchni hinduskiej często składają się z tych samych elementów tylko w trochę innych konfiguracjach. A, że wszystko mają świeże przekonaliśmy się na własnych żołądkach już nieraz. Kaczka po tonkińsku, żeberka po chińsku, wieprzowina curry, ryba po tajsku, smażone ryże i makarony... no, dużo tego. Na słodko banan lub ananas w cieście.

Zupa krabowa (6,50PLN) - fajna. Słonawa, z warzywami. W miseczce można znaleźć całkiem sporo niezłej jakości paluszków surimi. Lepsza jednak była zupa won-ton (6,50PLN). Na rosołku, z makaronem ryżowym i sporymi pierożkami wypchanymi mielonym mięsem. Dobrze przyprawiona, dosmaczona zieleniną.
Jednym z topowych dań tutaj jest kurczak w cieście kokosowym (20,50PLN). Duże kulki z miękkim mięsem w środku otulone puszystym, słodziutkim ciastem z wyraźnym posmakiem kokosa - to się zawsze sprawdzi, polecamy bardzo.
Lubimy też wołowinę po syczuańsku (24,50PLN). Dobre, miękkie, nieprzeciągnięte mięso w aromatycznym sosie na bazie sojowego, z wyraźnym czosnkiem, chrupkimi kiełkami mung i gamą warzyw. Po prostu smaczne danie.
Pierwszy raz spróbowałam tu kalmarów w sosie pikantnym (22,50PLN). Nie były gumowate do granic możliwości (a zdarzało mi się jeść takie w dużo wykwintniejszych restauracjach), ale do ideału też trochę im brakowało. Dobry sos, dobre warzywa, tylko czarne pieczarki wolałam odłożyć na bok. Ale to wybaczam biorąc pod uwagę całość, której zdecydowanie daję plus.
Do każdego dania obowiązkowo duża porcja niezłego ryżu i surówka z białej kapusty i marchewki. Zawsze jest też sos słodko-kwaśny, za którym tu akurat nie przepadam. Za dużo czerwonego barwnika, za mało smaku.
Dania są potężne. Nawet bardzo głodny i pojemny człowiek ma problem, by zjeść w całości jedną porcję. Przydałyby się zatem większe talerze - o ile kurczaka w cieście jadło się wygodnie, tak dania z sosem wylewały się z półmisków.

Jak już wspomniałam zawsze byliśmy zadowoleni z obsługi w dowozie. Szybko, ciepłe, bez pomyłek. Również na miejscu wszystko jest w porządku. Dania pojawiły się na stole błyskawicznie, a obsługująca salę pani była sympatyczna .

Jeśli chodzi o stosunek cena/jakość/ilość Phuong Dong wypada bardzo pozytywnie. Uczciwe jedzenie przyrządzane szybko, ale porządnie. Może i trochę z półśrodków, ale taki już urok orientalnych barów. W tym temacie to jeden z naszych ulubionych w mieście i jak najbardziej polecamy!

JEDZENIE: 8/10
OBSŁUGA: 8/10
WYSTRÓJ: 6/10
CENY: 9/10

OCENA OGÓLNA: 8/10










xoxo
Magda

niedziela, 4 marca 2018

Baozi House

ADRES: Dajwór 23/21
KUCHNIA: chińska, azjatycka
ZAKRES CEN PIEROŻKÓW: 13-22PLN
W INTERNECIE: facebook | www










Pierożki zna się i kocha się chyba w każdym zakątku świata. My je również uwielbiamy. Dla odmiany od babcinych ruskich sięgamy często i po te azjatyckie gotowane na parze w bambusowych koszyczkach. Zwłaszcza, że kilka fajnych miejsc w Krakowie nam to umożliwia. Na przykład Baozi House na Kazimierzu, który z powodzeniem karmi ludzi już parę ładnych lat.

Nie jest to lokal z rodzaju tych mikroskopijnych, street food'owych klitek. Miejsca całkiem dużo, mają nawet kilkuosobową lożę z kanapą. Ogólny wystrój jakoś do nas nie trafił, chociaż na ogół lubimy minimalizm. W Baozi jest jakoś tak pusto i surowo. A szkoda, bo warunki lokalowe są i można by było wykombinować tu coś bardzo miłego. Trochę przeszkadzał nam też dziwny, chemiczny zapaszek i wyjątkowo melancholijna azjatycka muzyka.

W menu jak sama nazwa wskazuje znajdziemy chińskie baozi - właściwie nie są to pierogi, ale puszyste bułeczki gotowane na parze z różnymi nadzieniami (na przykład kurczak teryaki). Jest też całkiem sporo shaomai - to już typowe azjatyckie pierogi, maleńkie, charakterystycznie lekko otwarte od góry. Dostępne są z wołowiną, wieprzowiną, pastą z fasoli i w kilku innych wariantach, więc na wybór nie ma co narzekać.
Baozi House specjalizuje się w dowozach. Dania możemy zamówić online przez przejrzystą stronę internetową, telefonicznie lub za pośrednictwem wielu portali grupujących jedzenie na wynos. My przyszliśmy zjeść na miejscu i tak polecamy zrobić zainteresowanym, ponieważ tego typu potrawy najlepsze będą do kilku minut po zdjęciu z pary. Potem wiele tracą.

Zamówiliśmy cztery koszyczki. Mi najbardziej przypadły do gustu księżycowe shaomai (13PLN) z azjatyckimi grzybami w czarnym cieście barwionym sepią. Chociaż więcej tam było mun'ów niż shiitake były fajne, właściwości smakowe grzybków zachowano i nie zmącono żadnymi mocnymi przyprawami. Takie naturalne. Spróbowaliśmy jeszcze wodnych (22PLN) z krewetkami, bambusem i winem ryżowym oraz smoczych (16PLN) z wieprzowiną, chilli i sosem sriacha. Brzmi to fajnie, ale smak się gdzieś zagubił, bo chociaż oba farsze zupełnie różne - smakowały podobnie. Generalnie wcześniejsze mrożenie nie szkodzi tego typu potrawom, ale tutaj chyba jednak dało się we znaki. Niby wszystko w porządku, gdzieś tam przebijała się krewetka koktajlowa i mielona wieprzowina, ale nie było to dostatecznie wyraźne, by się zachwycać. Podobnie rzecz ma się z ciastem. Zakalcem go nazwać nie można, ale i do aksamitu wiele zabrakło. Reasumując shaomai nas nie zachwyciły, ale koniec końców zjedliśmy wszystkie bez większego marudzenia. 
Na koniec zostawiliśmy sobie złote baozi (16PLN) z kurczakiem, miodem i sosem hoisin. Te stały się ulubionym daniem wieczoru drugiego testera głównie za sprawą tym razem wspaniałego ciasta. Puszyste, mięciutkie i lekko mokre w środku baozi (po naszemu pampuchy) rzeczywiście wcinało się z przyjemnością, chociaż i tu farsz nie był porywający - mało przypraw, mało kurczaka w kurczaku. Ale czasem tak jest, że ciastem wygrywa się wszystko :)
Obowiązkowo do takich dań muszą być sosy. W Baozi z tym jednak trochę marnie. Mamy tylko zwykły sojowy, pastę chilli oraz klasyczny słodko-kwaśny. Dla mnie mocne, orientalne, kreatywne sosy do wszelkiego rodzaju azjatyckich pierogów to must have - to one często podnoszą poziom dania, dopełniają całość, więc tu będę narzekać na ich brak. 
Na duży głód polecamy brać od razu dwie porcje na łebka. Jedna to lekki lunch.

Trochę ciężko się zorientować jak tutaj wygląda kwestia obsługi. Pan podał nam karto-ulotki, ale zamówienie złożyliśmy już sami przy barze. Jest to więc bardziej profil barowy niż restauracyjny, tak nam się przynajmniej wydaje. Nie spodobało nam się w sumie tylko jedno - na podanie herbaty przyszło nam czekać ponad 15 minut (kwestia słabego ogrzewania w lokalu dodatkowo więc irytowała w ten mroźny dzień) chociaż byliśmy jedynymi gośćmi.

Baozi House to takie luźne, niezobowiązujące miejsce, gdzie można zjeść bardzo dobre bułeczki i przeciętne shaomai. Chociaż na paruchy mamy w mieście parę innych smacznych miejscówek to i tutaj będziemy od czasu do czasu zaglądać, bo może coś ewoluuję i zrobi się hit. Chyba możemy polecić :)

JEDZENIE: 6,5/10
OBSŁUGA: 6/10
WYSTRÓJ: 4/10
CENY: 7,5/10

Ocena ogólna: 6/10





xoxo
Magda










niedziela, 23 kwietnia 2017

Hoang Hai

ADRES: Zamkowa 1, Kraków
KUCHNIA: azjatycka, wietnamska, chińska
ZAKRES CEN DAŃ GŁÓWNYCH: 12-40PLN
W INTERNECIE: www | facebook


Kto z nas nie ma czasem ochoty na porządnego 'chińczyka'? I w tym temacie krakowska gastronomia daje nam duży wybór, bo chyba każda dzielnica ma w zanadrzu przynajmniej jeden chińsko-wietnamski bar. Wśród nich jednym z popularniejszych jest Hoang Hai - dobrze widoczny z głównej drogi, z widokiem na Wisłę i Wawel, sąsiad z naprzeciwka Pizzy Garden. My już od dawna wiemy, że ta popularność jest jak najbardziej zasłużona. Zamawiamy zazwyczaj na wynos i zawsze jest dużo, chińsko i smacznie. Taki nasz azjatycki klasyk w mieście :)

Niedawno wybraliśmy się do Hoang Hai, by zjeść stacjonarnie. Wnętrze jest oczywiście bardzo, ale to bardzo azjatyckie i wszystko co związane z orientem jest tam mile widziane. Czerwone, chińskie lampy (dużo lamp) dbają o czerwone oświetlenie pomieszczeń. Ściany obito czerwonym materiałem (który niestety jest już bardzo zniszczony i brudny). Do tego mnóstwo obrazów wszelkiej maści, japońskie parawany, ciężkie stoły (bardzo niewygodne, zdecydowanie za wysokie w stosunku do krzeseł). Jest kiczowato i przaśnie, ale przez to również autentycznie, ponieważ bary z jedzeniem w Pekinie, czy Sajgonie wyglądają praktycznie tak samo jak ten nasz, krakowski.

Menu wydaje się nie mieć końca co również jest dość charakterystyczne dla miejsc tego typu. Kurczak, wieprzowina, wołowina na dziesiątki sposobów (w sosie słodko-kwaśnym, pięc smaków, po seczuańsku, po wietnamsku, curry itd.). Rarytasy w postaci kaczki po tonkińsku, czy żabich udek. Duża sekcja ryb i owoców morza. Każde danie główne zawiera w zestawie ryż oraz typową surówkę. Mnóstwo zup i przystawek (sajgonki, pierożki). Są i dania w stylu tajskim. A na słodko ananas lub banan w cieście kokosowym.

Zaczęliśmy od ryżowych pierożków Ha Cao z nadzieniem krewetkowo-mięsnym (8,80PLN za 4 sztuki). Jestem fanką grubego, porządnego ciasta ryżowego gotowanego na parze, więc to danie bardzo mi zasmakowało, chociaż farsz nieco w nim zginął. Pierożki polano całkiem dobrym ciemnym sosem orientalnym.
Wołowina w sosie pięciu smaków (19,70PLN) była w porządku jeśli chodzi o jakość i smak mięsa, ale sos podejrzewam o dużą zawartość syntetycznej przyprawy z torebki. Dodatkiem do mięsa były groszek i kukurydza konserwowa oraz gotowana marchewka w kostce (raczej z mrożonki). Jednak biorąc pod uwagę ogromną porcję i cenę dania i tak wypadło ono pozytywnie.
Wciąż mając w pamięci bardzo dobry stek z rekina, który kiedyś zamówiłam w dostawie tym razem też wybrałam rybę. Tilapię po wietnamsku cha ca la vong (21,50PLN) podano na jeszcze skwierczącym, gorącym półmisku. Była to bardzo duża porcja bardzo dobrej białej ryby w cienkiej panierce z lekko chrupką marchewką (tym razem nie z mrożonki), bambusem i kiełkami. Fajne, porządne danie, którym spokojnie najadłyby się dwie osoby.
Do każdego z dań podawany jest ryż (jakość może nie najwyższych lotów, ale jest dobrze ugotowany i smaczny) oraz klasyczna surówka z kapusty i marchewki, której nigdy nie byłam fanką, ale w wersji Hoang Hai nawet jestem w stanie ją zjeść, bo jest zawsze świeża.
O ile mięsa i ryby są tutaj naprawdę dobre tak nigdy nie zachwalałam ich sosów. Mimo, że smakowo są w porządku czuć w nich ogromną ilość chemii (nieśmiertelny glutaminian sodu), bywają galaretowate i nieprzyjemne. Często rezygnuję z dodawania ich do swoich dań jeśli podawane są w osobnych pojemniczkach.

Kilka dni po wizycie zamówiliśmy na wynos obiad składający się z klasyków serwowanych w słynnych 'chińczykach'.
Tajska pikatna zupa rybna z mleczkiem kokosowym (7,50PLN) była bardzo smaczna, dobrze przyprawiona, z przyjemną rybą w cieście. Mleka kokosowego nie poskąpiono.
Kurczak w cieście kokosowym (16,80PLN) to kilka cienkich, soczystych (całe szczęście, że nie suchych!) filetów w chrupiącej, słodkiej, kokosowej panierce. Bardzo dobra opcja, którą można zamawiać w ciemno.
Fajne były też chrupiące kalmary w pikantnym sosie (26,20PLN). Chociaż nieco gumowate, w połączeniu z przyjemnym chrupkim ciastem w roli panierki tworzyły w sumie dobre danie.
Oczywiście jak zawsze porcje były ogromne.

Obsługa jak najbardziej pasuje do całej konwencji azjatyckiego baru, a zatem jest bardzo nieformalna. Panie są uprzejme, ale na przykład o płatność rachunku podczas wizyty na miejscu najczęściej musimy zadbać na własną rękę zgłaszając się do baru. Załoga nie przywiązuje dużej uwagi do kompleksowej obsługi kelnerskiej spełniając minimum standardów, ale jakoś szczególnie nam to nie przeszkadzało. Na zamówione dania czeka się krótko i dotyczy to również opcji na wynos, czy w dostawie. Hoang Hai bez problemu dowozi jedzenie praktycznie na teren całego miasta (jeśli odległość jest spora doliczane są drobne opłaty).

Kiedy mamy ochotę na porządne, azjatyckie jedzenie dostarczone do drzwi w Hoang Hai można zamawiać w ciemno. Na miejscu też jest ok, ale ten specyficzny klimat trzeba po prostu lubić i podchodzić do niego z dystansem, by czuć się tam dobrze. Ale najważniejsze jest przecież jedzenie, które w tej cenie i ilości jak najbardziej daje radę!

JEDZENIE: 7/10
OBSŁUGA: 6,5/10
WYSTRÓJ: 4/10
CENY: 9/10

Ocena ogólna: 7,5/10











xoxo
Magda

sobota, 24 września 2016

Parobar

ADRES: Czarnowiejska 57, Kraków
KUCHNIA: chińska, azjatycka
ZAKRES CEN PIEROŻKÓW: 13-16PLN
W INTERNECIE: facebook | www








To niezwykle pokrzepiające, że zamiast kolejnej norki z kebabem, czy innym fast-foodem w mieście powstaje coraz więcej ciekawszych miejsc na lunch, szybką przekąskę. Ten niewielki lokalik przy Czarnowiejskiej działa z powodzeniem już od ponad roku i był mi polecany jako ten, który serwuje najlepsze w mieście pierożki na parze według tradycyjnej, chińskiej receptury.

Miejsca w środku jest naprawdę niewiele, ale zostało ono wykorzystane w sprytny sposób. Zamiast tradycyjnych stolików, przy ścianach zamontowano barowe lady i postawiono wysokie stołki dzięki czemu więcej osób ma szanse zjeść w lokalu w godzinach szczytu.
Jedzenie serwowane jest również na wynos i w dostawie.
Wnętrze jest jasne, czyste, proste (ale nie surowe), ozdobione ziołami w doniczkach i ten minimalizm jak najbardziej nam odpowiada. Trochę przeszkadza jednak muzyka, która do tego miejsca pasuje jak kwiatek do kożucha - nowoczesne, radiowe disco. Na szczęście nie była zbyt głośna.

Menu znajduje się na dużej tablicy nad ladą, przy której składamy zamówienie. Na miejscu są też dostępne przejrzyste ulotki ze spisem dań.
Do wyboru mamy aż 18 rodzajów pierożków orientalnych. W każdej porcji jest 10 sztuk w cenie 13PLN (z wyjątkiem bezglutenowych, których jest 8 za 16PLN). Można zamówić połowę lub półtora porcji, można również pomieszać dwa smaki. Są farsze proste i tradycyjne: wołowina, wieprzowina z grzybami mun, wegetariańskie, jak również bardziej wymyślne: dynia z tofu, czy algi z kiełkami limonki. Tych ostatnich koniecznie chcieliśmy spróbować, ale akurat tego dnia były już niedostępne. Do wyboru mamy tylko dwa sosy: sojowy lub ostry.
Oprócz dim sumów w menu są 3 azjatyckie zupy, 5 prostych sałatek i deser - kulki ryżowe z trzema nadzieniami do wyboru.

Na początek spróbowaliśmy zupy kokosowej z krewetkami (10PLN). Rozgrzewająca, inspirowana tajską tom yum była smaczna, ale mało treściwa. Znaleźliśmy w niej kilka rozmrożonych krewetek, kilka grzybów mun i makaron sojowy. Zupa w porządku, ale bez fajerwerków. Spróbowaliśmy też jednej z sałatek - kim chi (6PLN). Fermentowana kapusta pekińska została fajnie podkręcona sporą ilością chilli, znalazł się w niej również sezam. Ta prosta, koreańska przekąska bardzo trafiła w mój gust.
Czas oczekiwania na pierożki wynosi około 10 minut - są one gotowane oczywiście na miejscu, w tradycyjnych bambusowych koszyczkach. Zamówiliśmy dwa smaki: krewetki z selerem naciowym oraz wołowinę z brokułem. W obu przypadkach ciasto było doskonałe. Cieniutkie i aksamitne, bardzo delikatne, prawie się rozpadało (najlepiej nie rozgryzać pierożków, tylko jeść je w całości, bo mogą się rozsypać właśnie przez delikatne ciasto). Z doświadczenia wiem, że ciasto na chińskie pierożki jest jednym z najtrudniejszych w przygotowaniu, więc tutaj ewidentnie ktoś zna się na rzeczy. 
Krewetkowo-selerowe nadzienie nas porwało! Mimo, że krewetki były troszkę gumowate i raczej z tych marketowych w połączeniu ze świeżym, chrupiącym selerem smakowały wybornie, bardzo przyjemnie i orientalnie. Jak najbardziej trafione połączenie i proporcje składników.
Farsz mięsno-brokułowy również był pyszny. Mam wrażenie, że obu składników było po równo, a mięso dzięki dużej ilości warzywa nie było ciężkie. W tym farszu nie zabrakło aromatycznych przypraw. Bardzo, bardzo udane pierożki.
Do naszych porcji wybraliśmy sos ostry, który według nas w ogóle ostry nie był. Ale był w porządku. Sosy są obowiązkowym dodatkiem do dim sumów, dlatego szkoda, że Parobar udostępnia tylko dwa.
Jedna porcja, czyli 10 sztuk nie będzie pełnym daniem obiadowym, to raczej lekki lunch. Jeśli chcielibyśmy się porządnie najeść, powinniśmy zamówić półtorej porcji.
Po tej przyjemnej przekąsce należało spróbować deseru. Wybraliśmy kulki ryżowe z orzeszkami (8PLN za 4 sztuki). Również gotowane na parze ryżowe kluseczki zawierały słodkie, orzechowe nadzienie-krem, a smak całości łudząco przypominał batona Snickers. Fajny deser, ale bardzo słodki. Ja miałam dosyć tej słodyczy po spróbowaniu jednej kulki.

Obsługa w Parobarze jest raczej typowo barowa. Znudzona, małomówna pani za ladą niezbyt chętnie doradzała i ledwo siliła się na uśmiech i zwroty grzecznościowe. 

To całkiem możliwe, że Parobar serwuje najlepsze dim sumy w mieście. My bardzo chętnie będziemy tu zaglądać lub zamawiać w dowozie. Polecamy!

JEDZENIE: 7,5/10
OBSŁUGA: 5/10
CENY: 8/10
WYSTRÓJ: 7/10

Ocena ogólna: 7,5/10








Magda