Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia japońska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia japońska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 grudnia 2018

KOKU Sushi

ADRES: Świętokrzyska 8, Kraków
KUCHNIA: japońska, sushi
ZAKRES CEN ZESTAWÓW: 26-196PLN
W INTERNECIE: facebook | www











Z sushi tak to już jest, że najlepiej smakuje w domu. Sprawdziliśmy zatem kolejną opcję dostawy tego japońskiego przysmaku i tym razem padło na ogólnopolską sieciówkę KOKU Sushi.

Sushi dotarło do nas o umówionej godzinie, bardzo łatwo można je zamówić przez internet lub telefonicznie. Strona www jest czytelna, a obsługa miła, czyli technicznie wszystko w najlepszym porządku.

W menu oprócz pojedynczych rolek i zestawów są baozi, zupy i przekąski oraz kilka deserów. Jako swoją wizytówkę KOKU uznaje rolki premium podawane w ośmiu kawałkach (na przykład uramaki z tuńczykiem, krewetką w tempurze, mango, serkiem, rzodkwią, tykwą, schichimi togarashi, sosem ostrygowym, szczypiorkiem i smażonym lotosem).

Przetestowaliśmy dwa zestawy, które teoretycznie powinny nakarmić 4 osoby. Nas było troje, a sushi zniknęło szybko i pozostawiło mały niedosyt, więc to jednak za mało. Przelicznik zestawów na osoby nie wypadł zatem najlepiej. Przyczepię się też do ogólnej estetyki i pakowania na wynos. Pudełka były zdecydowanie za małe i za ciasne, przez co niektóre rolki zgniotły się. Kawałki były też widocznie nierówne - niektóre bardzo cienkie, inne zbyt duże i szerokie. Niby szczegół, ale uważam, że w sushi to dość istotna kwestia. Wpływa na balans smaków i samą przyjemność jedzenia.
Zestaw Koku 9 (64PLN, 24 sztuki) to uramaki z kaczką hoisin w omlecie, uramaki z krewetką w tempurze oraz hosomaki z łososiem i shiitake. Największą kontrowersją, a raczej ciekawostką dla nas - tradycjonalistów jeśli chodzi o sushi, była właśnie ta kaczka. Słodkie nuty, wszystko ładnie do siebie pasowało, ale... jednak zostajemy przy rybnej tradycji. Sushi z mięsem to nie jest i raczej nigdy nie będzie moja bajka. Warto było jednak spróbować takiego ewenementu. Krewetka w tempurze to już sztosik - jędrna, świeża, a panierka odpowiednio zwarta i przyjemna w odbiorze.
Nasz drugi zestaw - Koku 10 (64PLN, 24 sztuki) zawierał gwiazdę wieczoru. Zdecydowanie najlepszy smak i kompozycja to futomaki z sandaczem w tempurze i awokado. Tak to z sobą grało, że będziemy tęsknić i przy kolejnej okazji zamówimy kilka właśnie tych, konkretnych rolek. Super! Poprawne były uramaki z krewetką i kawiorem, no i hosomaki z tuńczykiem i łososiem.

KOKU Sushi oceniamy jak najbardziej na plus, chociaż z drugiej strony nie będzie to nasz numer jeden w mieście. Poznaliśmy nowe kombinacje i smaki (kaczka) i generalnie to sushi trzyma poziom, warto o nich pamiętać i pewnie kiedyś zachce się zadzwonić tam ponownie.

JEDZENIE: 7/10
WYSTRÓJ: -
OBSŁUGA: 8/10
CENY: 7/10

Ocena ogólna: 7/10





xoxo
Magda

sobota, 4 sierpnia 2018

Miso Place

ADRES: Legionów Piłsudskiego 2, Kraków
KUCHNIA: japońska, azjatycka
ZAKRES CEN: 10-30PLN
W INTERNECIE: facebook









Miso Place. Z moich wiadomości wynika, że nie ma w Krakowie drugiego takiego miejsca, które za cel obrało sobie taki konkretny kierunek, jakim są potrawy z miso. Po nasłuchaniu się wielu pozytywnych opinii trzeba było ich w końcu wypróbować na własnych podniebieniach.

Chociaż knajpka znajduje się na dużym skrzyżowaniu, tuż przy przystanku tramwajowym mieliśmy problem, by go zauważyć. Nie świecił się baner, był całkowicie niewidoczny, a sam lokal zlał się w jedno z sąsiednimi. Gdy jednak w końcu trafiliśmy było już dobrze. Ładne, jasne, nowoczesne miejsce przypomina street foodowy, tokijski barek. Wysokie lady, stoliki i hokery, trochę kwiatów, duże świece. Fajna, estetyczna przestrzeń na szybki obiad.

Menu zmienia się bardzo często, bo co miesiąc przygotowywane są nowe przysmaki, w większości oczywiście na bazie pasty miso. Teraz (sierpień 2018) zjemy edemame smażone z miso, placuszki ryżowe z sosem miso lub deser - 'tiramiso' z matchą. Na przegryzkę mogą być kalmary w panko. Głównym produktem są oczywiście zupy. Klasyczne miso shiru lub miso wegańskie z makaronem ryżowym, dynią, edemame i trawą cytrynową. Jest też oferta lunchowa, o którą należy pytać obsługę. Woda, a właściwie lemoniada dla gości dostępna jest za darmo. Z karafek możemy korzystać do woli, a każda, oprócz napoju ma w środku świeże owoce. I to jest super!

Od jakiegoś czasu poszukujemy w mieście tempury, która zwali nas z nóg swą wspaniałością. Spróbowaliśmy więc szczęścia tu. I cóż, tempura mix (30PLN) to rzecz bliska naszego ideału, za sprawą jednego prostego triku. Posypują tempurę sporą ilością chilli, co dodaje jej charakteru, bo jak wiadomo sama w sobie nie ma prawa porywać smakowo. Sama panierka dość solidna i tłusta, ale wszystko wysokiej jakości; ultrachrupiące i smaczne jak należy. Mocna tempurowa pozycja na krakowskiej mapie gastronomicznej.
Następnie udon z warzywami i kurczakiem (25PLN). Dodatki świetne, warzywa pierwszej świeżości - na taką jakość tu liczyłam. Podobnie kurczak. Soczysty, miękki, fajnie zamarynowany w słodkim sosie mango-chilli. Problem mam jednak z makaronem. Udon to moje ukochane kluski, jadłam je w wielu miejscach i z przykrością muszę przyznać, że te były niesmaczne. Miękki, o wiele za miękki, rozgotowany, nieprzyjemny makaron. Zabrakło mu sprężystości i tej pełnej, glutenowej formy. Szkoda, bo gdyby kluchy były w punkt lub przynajmniej ok, zachwycałabym się tym daniem jeszcze długo.
Zjedliśmy też ramen w wersji z kurczakiem yakitori (30PLN) i tu wątpliwości było już było zdecydowanie mniej. Bulion jest tu wegański, wyraźny, słony - jak na pastę miso przystało. Bardzo dobry. Marynowane jajo i tofu w porządku, podobnie jak warzywa z edemame na czele. Do makaronu też się nie przyczepię. Nie był to numer jeden w mieście, ale był ok.
Warto zwrócić uwagę na przepiękną ceramikę, w której podają dania. Tak niewiele trzeba, aby zrobić wrażenie.

Muszę też pochwalić obsługę. Przemiła pani o bardzo ciepłym i wesołym usposobieniu. Chociaż to raczej bar niż restauracja obsługa nie ogranicza się wyłącznie do skasowania klienta. Oprócz tego, że w powietrzu pachnie jedzeniem, czuć tu też dobrą energię. Dania otrzymaliśmy szybko. Wprawdzie byliśmy jedynymi ludźmi w lokalu, ale mamy nadzieję, że tak to wygląda zawsze.

Fajne miejsce z przyjemnym flow. Świeże, lekkie jedzenie idące w konkretnym kierunku. Będziemy zaglądać i jak najbardziej polecamy!

JEDZENIE: 7/10
OBSŁUGA: 10/10
WYSTRÓJ: 7/10
CENY: 7/10

Ocena ogólna: 7/10








xoxo
Magda




poniedziałek, 25 czerwca 2018

Yume Onigiri

ADRES: -
KUCHNIA: japońska, street food
ZAKRES CEN: 5-9PLN
W INTERNECIE: facebook










Onigiri na rowerze mamy na oku już od dawna, nawet parę razy jedliśmy po sztuce, aż w końcu przyszedł czas na test całego menu. Okazja nadarzyła się podczas ostatniego Street Food Polska Festival pod Galerią Kazimierz.

Niestety Yume nie ma już (i być może jeszcze) stałego miejsca na mapie miasta, ale za to aktywnie działają podczas wszystkich większych imprez i zlotów food trucków. Właściwie w każdy letni weekend można ich gdzieś znaleźć, a dokładny rozkład jazdy dostępny jest na Facebooku.

Yume to rowerki w stylu vintage - bardzo fajny, miły dla oka pomysł na siebie. W małym kuferku chowają onigiri - tradycyjne japońskie kanapki z ryżu z nadzieniem. Świetna przekąska szczególnie na lato, bo w największe upały średnio ma się ochotę na ciepłe i tłuste dania. A to jest syte i równocześnie lekkie. Czasem robią onigiri nieoczywiste, na przykład z kimchi lub wołowiną shigureni.

Spróbowaliśmy wszystkich dostępnych w danym momencie smaków. Jajko przepiórcze (6PLN), japońska rzodkiew i papryka (5PLN), krewetki w tempurze (9PLN), grzyby shiitakie, pieczarki, sezam (7PLN), tuńczyk (6PLN), wędzony na ciepło łosoś (7PLN) - testowaliśmy w 5 osób i wszystkim bardzo smakowało mimo, że niektórzy testujący to podniebienia wyjątkowo wybredne. Najbardziej przypadły nam do gustu te z rybami. Kremowa konsystencja farszu, mocne smaki kontrastujące z delikatnym ryżem - pycha! No właśnie, ryż jest tu bardzo ważny, a ekipa Yume opanowała technikę jego przygotowywania do perfekcji, bo jest idealny. Bardzo kleisty i zwarty, dzięki czemu kanapki dobrze się trzymają i nie rozsypują, nie wypada ani jedno ziarenko. Równocześnie jest odpowiednio twardy i z onigiri nie robi się gruba klucha, każde ziarenko czuć w ustach osobno. Poza tym można sobie tym porządnie pojeść. Dwie na głowę i jesteśmy po obiedzie :)
Do kanapek możemy nalać sobie na wynos sos sojowy, chociaż przyznam, że fajnie by było, gdyby wybór dipów był trochę większy.

Tak jak zawsze, tak i tym razem spotkaliśmy się z przyjazną, uśmiechniętą obsługą.

Onigiri to absolutnie cudowna alternatywa dla fastfoodów, a w wykonaniu Yume to już w ogóle - cud, miód. I ucieszy nie tylko miłośników sushi, bo to przystępna, pożywna przekąska, której chyba nie da się nie lubić. Rozglądajcie się za rowerami, bo warto!

JEDZENIE: 9/10
WYSTRÓJ: 8/10
OBSŁUGA: 8/10
CENY: 8/10

Ocena ogólna: 8/10





xoxo
Magda

niedziela, 10 czerwca 2018

Ramen People (Czysta)

ADRES: ul.Czysta 8, Kraków
KUCHNIA: japońska, ramen
ZAKRES CEN RAMENÓW: 28-33PLN
W INTERNECIE: facebook











Jak pewnie pamiętacie zachwytom nad maleńkim Ramen People (Dajwór) nie było końca. Wygłodniali ramenu z prawdziwego zdarzenia foodies odwiedzali ten maleńki przybytek tak tłumnie, że właścicielce nie pozostało nic innego, jak otworzyć drugi lokal. Tym razem większy i z bogatszą kartą. W międzyczasie była jeszcze wizyta szefowych kuchni w Japonii, skąd przywiozły do Krakowa całą gamę nowych, prawdziwych smaków. I przez te rewelacje musimy napisać o nich drugi raz.

Lokal na Czystej to normalna, regularna restauracja na kilkadziesiąt miejsc siedzących. Jest obsługa kelnerska. Wreszcie można płacić kartą i rezerwować stoły telefonicznie. Wystrój surowy i minimalistyczny. Widać, że to jeszcze bardzo świeże miejsce. Brak ozdobników jeszcze bardziej akcentuje przestronność, a i nam to odpowiada, bo nigdy nie byliśmy fanami miejsc upstrzonych bibelotami. Japończycy też lubią w swych wnętrzach prostotę, więc jest fajnie i w klimacie. Urzekło nas patio z przeszkloną podłogą i widokiem na przepiękny, zielony ogród w podwórzu kamienicy.

Misek szczęścia jest aż dziesięć. Wszystkie tak naładowane pysznościami, że decyzja co wybrać to wyzwanie! Nie zapomniano o weganach i dzieciach. Jest na przykład spicy char siu ramen w chińskim stylu na bulionie wieprzowo-drobiowym z olejem chilli i pieprzem syuczuańskim (dodatki: peklowana i pieczona karkówka po kantońsku, jajo nitamago, pikle z bambusa, kiełki z fasoli, por, nori) lub bezmięsny summer ramen na bulionie mentsuyu serwowany na zimno (dodatki: inari tofu, jajo nitamago, warzywa i zioła sezonowe, prażona cebula, nori). Śmiało można domawiać dodatki (jajko, mięso, makaron, narutomak), a w oczekiwaniu na ramen przekąsić kimchi lub kiełki mung z olejem chilli. Na lato przygotowano też miski klejącego ryżu z dodatkami (np. tatar z łososia z sake, marynowane grzyby, sezonowe warzywa i zioła). Woda w karafkach tak jak w pierwszym lokalu jest darmowa.

Zaczęliśmy od najpyszniejszych w mieście marynowanych
grzybów shiitake i enoki (8PLN). Zwłaszcza shiitake – ich charakterystyczny posmak podkręcony został słodką zaprawą, co gra tu idealnie. Podejrzewamy, że to marynata teriyaki, ale to tylko podejrzenia, bo receptura jest tajemnicą kuchni.
Spróbowaliśmy trzech ramenów. Curry ramen w wersji Special (34PLN) to coś dla miłośników japońskiej, żółtej pasty curry, bo ona jest jego podstawą. Bulion to bajka – kolagenowy, wieprzowy i z masłem. Coś wspaniałego! Curry ma to do siebie, że lubi dominować w potrawie. Tutaj idealne proporcje sprawiają, że wszystko oddawało swój smak tak samo intensywnie. Głównym dodatkiem był podwójny boczek chashu – subtelny, nie za tłusty, miękki, idealny. W tej misce pojawiły się jeszcze nasze ulubione słodkie pikle z grzybów, blanszowany szpinak (jedyny element, który nie przypadł do gustu dwóm z trzech jedzących osób, bo był dość gorzki nawet jak na szpinak), siekany por, chrupiące nori.
Druga miska – Shoyu beef ramen (31PLN) zaskoczyła nas przede wszystkim składnikami. Kto by pomyślał, że z szarpaną wołowiną tak świetnie zgra się słodko-kwaśny chutney z gruszki nashi i czerwony pieprz. Bulion klarowny, wieprzowo-drobiowy z odrobiną rybek niboshi i na bazie sosu sojowego. Taki zdrowy, prawdziwy. Solo byłby super do leczenia się z grypy lub skutków zakrapianej imprezy :)

Na temat głębokości i złożoności smaku bulionu z ostatniego ramenu – Tsukemen (33PLN) to można napisać elaborat. Niesamowity! Słony, tłusty, z aromatem mięsa i morza – rzeczywiście bardzo wyczuwalny posmak rybny, ale nam tylko w to graj. Zgodnie uznaliśmy, że to jest hicior, bezkonkurencyjny numer jeden (chociaż nie zapominajmy, że dwóm pozostałym zupełnie niczego nie brakowało i nimi też się zachwycaliśmy mocno). Do tego dania makaron podawany jest osobno wraz z bambusem i szpinakiem, a w wywarze pływa pieczony boczek.W każdej misce obowiązkowy było marynowane jajo nitamago. Drugiego takiego próżno szukać w Krakowie! Bardzo słone – ale takie właśnie ma być – idealnie płynne w środku, ze specyficznym posmakiem to coś dla koneserów kuchni japońskiej, a do ramenu pasuje jak nic innego. Oni robią to jajo dobrze, najlepiej :)
Mam wrażenie, że od ostatniej wizyty nie tylko jajko przeszło małą metamorfozę. Makaron jest pełniejszy, sprężysty, a smak, kolor i konsystencja nieporównywalne z żadnym innym rodzajem klusek. Wprawdzie trafiło mi się kilka posklejanych nitek, ale to marny szczegół przy całej wspaniałości bulionów, dodatków i samego makaronu.

Obsługa uśmiechnięta, radosna, miła. Mimo sporego ruchu na zamówienie wcale nie czekaliśmy długo. Nie było również problemu z podzieleniem rachunku.

Jeśli tylko jesteście gotowi na wielką dawkę umami, zasuwajcie do Ramen People na Czystej czym prędzej. Ale uwaga! Uzależnia od pierwszej michy :)

  
JEDZENIE: 10/10
OBSŁUGA: 8/10
WYSTRÓJ: 8/10
CENY: 8/10
Ocena ogólna: 9/10







xoxo
Magda

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Akita Ramen

ADRES: Węgłowa 4, Kraków
KUCHNIA: japońska, ramen
ZAKRES CEN: 29-33PLN
W INTERNECIE: facebook









To, że Akita Ramen zadomowi się w Krakowie na stałe jeszcze do niedawna było tylko nieśmiałym marzeniem. Szturmem zdobywali każdy foodtruckowy zlot, na którym się pojawiali i chyba im się to spodobało nie mniej niż krakowskim foodies, bo postanowili zapuścić korzenie na Kazimierzu. I tak od kilku tygodni działa lokal stacjonarny, który od pierwszego dnia przyciąga spragnione ramenu tłumy (w tym oczywiście nas).

Ramen to taki japoński fast food, więc lokal urządzono właśnie w takiej konwencji. Zamiast tradycyjnych stolików wysokie lady z hokerami. Jest ciasno, głośno, ale mimo wszystko wygodnie i ma to swój klimat. My usiedliśmy przy długim barze i jak najbardziej polecamy takie rozwiązanie - można śmiało podglądać proces tworzenia tych wspaniałości.

Na początek warto rzucić okiem na startery. Słodziutki boczek pieczony w sosie hoisin, czy prażynki z wieprzowej skóry - ciekawe rzeczy, nowe w mieście. Rameny są cztery, wszystkie mięsne i zapewne będą ewoluować z czasem prezentując nowe składniki, nowe odsłony. Teraz można zjeść na przykład Tonkotsu na gęstym i kolagenowym bulionie z kremowym boczkiem, imbirem, grzybami, nori i jajkiem, jednak ilość tego cuda jest ograniczona przez wzgląd na długi proces tworzenia. Bez problemu można domówić dodatkowe jajo, makaron lub mięso. W karcie znalazło się też miejsce dla japońskiego schabowego. Na deser matcha creme brulee lub brownie z lodami.

Na azjatyckie przekąski nie trzeba nas długo namawiać, więc wkrótce na stole pojawiły się: dość grubo krojone i w sam raz pikantne kimchi (12PLN), delikatny, drobniutki tatar z serc podkręcony przyjemnie kolendrą i chilli (18PLN) oraz ciastko z warzyw w lekkiej tempurze (18PLN). Wszystkie trzy dania bezbłędne, z towarów pierwszego sortu, więc już na starcie poczuliśmy przyjemne ciepełko na serduszkach - tu idzie się w jakość, to uwielbiamy.
No i rameny - wielkie michy dobroci, piękne. Można przepaść od samego patrzenia. Produkt flagowy lokalu - Akita (29PLN) rzeczywiście porywa. Wkładką mięsną jest tu szarpana wieprzowina, odpowiednio miękka i aromatyczna, ale prawdziwe okrzyki zachwytu wzbudziła słodziutka, marynowana tykwa o strukturze o wiele przyjemniejszej niż ta, którą znamy z sushi. Do tego glony wakame, no i mamy hit.
Chaschu (29PLN) to tłuściutki grzeszek kulinarny z tak genialnym opalanym boczkiem, że zgrzeszyć warto. Aby nie było za ciężko w tej misce znajdziemy chrupkie kiełki mung, rześkiego bambusa i czerwoną cebulkę.
Tricity (29PLN) dla odmiany ma kurzą nóżkę w sosie teriyaki. Mięso gładko odchodzi od kości, jest maksymalnie delikatne, z nutą słodyczy dzięki marynacie. Tutaj dodatkowo pływa pak choy, imbir i marchewka.
Który najlepszy? Obiektywnie ciężko się zdecydować, bo cała trójca to poziom zabójczo wysoki. Ja jednak jako fanka boczku oddaję zwycięstwo Chaschu.
Bazą wszystkich trzech ramenów jest wieprzowo-drobiowy bulion shayu, dość słony i głęboki. We wszystkich miskach znalazły się również podstawowe dodatki: nori, dymka, sezam lub olej sezamowy, idealnie zamarynowane jajo z półpłynnym żółtkiem i oczywiście makaron, który moim zdaniem jest bezkonkurencyjny. Pełny, ciężki, kumuluje smak bulionu i w sumie to mogłabym go jeść solo, pełnymi michami. Do tej pory nie znalazłam w ramenie lepszego makaronu (czy to w Polsce, czy w Azji) i pewnie jeszcze długo nie znajdę.

Obsługa dwoi się i troi, by ogarnąć permanentny ruch. My akurat trafiliśmy na lukę w przybywających i udało nam się usiąść od razu, ale już kilka minut później stworzyła się niemała kolejka. I z tym trzeba się liczyć wybierając się do Akita jeszcze przynajmniej przez najbliższe tygodnie. Dość długi jest też czas oczekiwania na dania, ale i to pewnie się zmieni, gdy emocje po otwarciu opadną i jedzących będzie mniej. Załoga się jeszcze dociera, ale dokładają wszelkich starań, by było dobrze. Dopytują o ewentualne zastrzeżenia, są uprzejmi, epatują pozytywną energią.

No cóż, jesteśmy zachwyceni i to jak mało kiedy. Ten ramen jest po prostu cudowny, warto się naczekać, trzeba tam chodzić regularnie zwłaszcza jeśli tak jak my kochacie kuchnię azjatycką. Bardzo, ale to bardzo polecamy! I jesteśmy szczęśliwi, że mamy w mieście kolejną kulinarną perłę.

JEDZENIE: 10/10
OBSŁUGA: 9/10
CENY: 8,5/10
WYSTRÓJ: 8/10

Ocena ogólna: 9/10









xoxo
Magda





poniedziałek, 26 marca 2018

O-Ren Sushi

ADRES: Przemiarki 23A, Kraków
KUCHNIA: japońska, sushi
ZAKRES CEN ZESTAWÓW SUSHI: 55-600PLN
W INTERNECIE: facebook | www












Dawno nie jedliśmy sushi poza domem, bo przeważnie zamawiamy je z naszego ulubionego miejsca. Jednak nie bylibyśmy sobą nie poszukując nowości, zwłaszcza w temacie tego japońskiego przysmaku. Tym razem przetestowaliśmy O-Ren. Strona internetowa krzyczy zaraz po wejściu, że to 'najlepsze jedzenie w mieście'. Cóż, mocne słowa. Koniecznie należało sprawdzić na ile prawdziwe.

Lokal schowany jest trochę w gąszczu bloków na Ruczaju, ale czerwony szyld zaprasza już z daleka. W środku jest ładnie. Elegancka, minimalistyczna czerń, trochę świeżych kwiatów sezonowych, estetyczne stoły oddzielone od siebie japońskimi parawanami. Jak na osiedlową knajpkę jest bardzo dobrze. Klimat lekko psuła tylko radiowa muzyka rozbrzmiewająca dość głośno (tak, wiem, że ostatnio narzekamy na to dość często, ale lubimy kiedy miejsce jest spójne w szczegółach).

Oprócz sushi (klasyka bez awangardowych fusion-niespodzianek) w karcie są rameny, zupy (miso, tajska kokosowa), curry i kilka dań obiadowych (na przykład yakitori - szaszłyki z kurczaka lub krewetki w tempurze).  W porze obiadowej można zjeść specjalnie skomponowane zestawy lunchowe lub bento - japoński obiad składający się na przykład z tatara z łososia, hosomaków z ogórkiem, sałatki goma wakame i awokado. Do picia choya, ale w karcie brak sake.

My przyszliśmy testować sushi. Skusiliśmy się na zimowy zestaw promocyjny (111PLN; 52 sztuki). Futomaki z pieczonym łososiem i rybą maślaną, uramaki z łososiem philadelphia i surimi oraz hosomaki z ogórkiem i marynowaną rzepą to zestaw najprostszych, najlepszych rolek, które przy okazji obnażają jakość produktów i kunszt sushimastera. Po zjedzeniu wszystkiego stwierdziliśmy zgodnie: nie, nie jest to najlepsze jedzenie w mieście i nie jest to sushi, które wyląduje na naszym prywatnym podium. Było takie... zwyczajne. Poprawne. No, może ryż był ciut rozgotowany, ale nie przeszkadzało to w ogólnym odbiorze całości. Ryby świeże, kawałki dobrze złożone, nic się nie rozsypywało. Może ciut wyżej niż to sprzedawane na wyspach w marketach, ale z pewnością nie majstersztyk. A jak się człowiek naczyta, że ''najlepsze w mieście'' no to jednak nastawia się na coś więcej. Rozmiarowo to sushi jest zbliżone do oryginalnego, japońskiego, ponieważ kawałki są małe, na jeden kęs. 52 sztuki w innych krakowskich sushi barach w mieście to sporo (zestaw na 3-4 osoby), natomiast my we dwójkę pochłonęliśmy wszystkie bez problemu. Podobał nam się sposób podania - na dużej tacy, zgrabnie ułożone. No ale szału nie ma, zachwyt nad smakiem chłodno-umiarkowany.

Coś tu jest nie tak z obsługą. To znaczy, technicznie wszystko przebiegło książkowo - karty podane, zamówienie przyjęte i dość szybko podane. Ale obsługująca nas pani nie odwzajemniła ani jednego uśmiechu w każdym kontakcie z nami prezentując kamienną twarz. Sushimasterzy pracowali z powagą, w skupieniu i przez całą naszą wizytę nie odezwali się chyba jednym słowem (nawet do siebie), od czasu do czasu zerkając na nas spod byka. Przyznam, że czuliśmy się tam trochę nieswojo, źle mimo przyjemnego wystroju.

Warto sprawdzać nowe miejsca, ale tym razem nic nie zachęciło nas do powrotu. Ani przereklamowane jedzenie, ani tym bardziej poważna, apatyczna obsługa. Trochę szkoda, bo krakowskim osiedlom brakuje świetnych miejsc na obiad, czy kolację z przyjaciółmi (nie każdy ma ochotę zawsze w tym celu wyprawiać się do centrum). Ale nie rezygnujemy, będziemy szukać dalej.

JEDZENIE: 6/10
OBSŁUGA: 3/10
WYSTRÓJ: 8/10
CENY: 7/10

OCENA OGÓLNA: 5/10








xoxo
Magda


środa, 14 lutego 2018

Ramen People (Dajwór)

ADRES: Dajwór 19, Kraków
KUCHNIA: japońska, azjatycka
ZAKRES CEN: 28-34PLN
W INTERNECIE: facebook









Ramen jest dobry - tego nikomu udowadniać nie trzeba, ale za to dobrych ramenowni u nas jak na lekarstwo. Na ratunek przychodzi maleńki koncept na Kazimierzu - Ramen People, który jak sama nazwa wskazuje skupia się tylko na tym wspaniałym daniu prosto z Japonii. Od otwarcia o nich głośno, z każdej strony słychać pochwały. Czy zasłużone? Oj, tak!

Samej miejscówki pochwalić jednak nie mogę. To maleńki i bardzo ciasny lokal z zaledwie ośmioma miejscami siedzącymi, bardzo podstawowo urządzony, no i duszny. Mimo, że wentylację poprawiono wciąż jest parno i niezbyt przyjemnie (wielki szacun dla obsługi, że dają radę wiele godzin w takim klimacie). Trzeba być również przygotowanym na kolejkę do krzeseł, bo chętnych na ramen jest zdecydowanie więcej niż miejsc. I to prawie przez cały czas. Ja rozumiem, że nie jest to restauracja i nie taki był plan, ale nawet na szybką szamę przydałby się ciut wygodniejszy lokal i mam nadzieję, że taka przeprowadzka kiedyś się zadzieje.

Ramenów jest cztery. Trzy mięsne i jedna opcja wegańska z pierożkami gyoza, glonami kombu, pastą miso, piklami i prażoną cebulką. Menu pewnie będzie ewoluować prezentując co jakiś czas nowe michy. Są dostępne trzy stopnie ostrości. Można domówić dodatkową porcję makaronu lub dodatków (jajko, kimchi). Wodę otrzymujemy za darmo i wielki plus za to. W świecie to powszechna praktyka. U nas - wciąż wyjątki. Ramen można zabrać na wynos, ale niestety nie można płacić kartą.

Spróbowaliśmy trzech mięsnych opcji. CharSiu (32PLN) na czystym bulionie wieprzowym z karkówką pieczoną w sosie hoisin z jajkiem, piklami z bambusa, dymką i narutomakiem smakował nam bardzo. Pierwsze skrzypce grała fajnie zamarynowana wieprzowina i mięsny, esencjonalny płyn. Dobrze się to razem komponuje. Beef Meatball (34PLN) to najbardziej mętny z całej czwórki ramen za sprawą sezamowej pasty tahini (przed spożyciem należy go porządnie zamieszać). Pulpeciki wołowe wyborne, dobrze zbite dodawały łagodnemu bulionowi charakterku. A jak wiadomo do wołowiny pasują grzyby - tutaj shitake marynowane na słodko. W tej misce znalazły się jeszcze kiełki mung i dymka. Chociaż tym dwóm absolutnie niczego zarzucić nie można moim faworytem został Tori (29PLN), czyli delikatny, ale świetnie aromatyczny dzięki olejowi z wędzonej papryki i syczuańskiemu pieprzowi drobiowy bulion z mięciutkim pieczonym mięsem z udka kurczaka. Całość suto posypują sezamem, no i mamy zapewne najlepszy ramen w mieście. W każdej misce oprócz indywidualnego składu znalazł się oczywiście makaron. Smaczny, aczkolwiek łatwo można zorientować się, że to wersja kupna, a nie ręczna. Jak dla nas odrobinę za miękki i mało sprężysty, ale ramen wcale nie musi być przecież al dente. Zawsze jest też jajko i za każdym razem było tak samo dobrze ugotowane, z półpłynnym żółtkiem. W ramenie im więcej tym lepiej, więc poprosiliśmy o dodatkową miseczkę grzybów shitake. Pycha! Odpowiednio miękkie i marynowane na słodko wpasują się w każdą wersję bulionu. Wszystkie trzy michy miały być w trzecim, najostrzejszym wydaniu, ale dla nas były zaledwie pikantne. Akurat pod tym względem to chyba z nami jest coś nie tak, bo inni (według relacji świadków) próbując tej ostrości niemal dotykali bram piekieł :) Trzeba też zaznaczyć, że te rameny są po prostu ładne. W chińskiej porcelanie, pełne kolorowych dodatków cieszą nie tylko podniebienia, ale i oczy. Oczywiście porcje ogromne, z litr to na spokojnie ma.

Obsługa ogarnia sprytnie wielki ruch pracując (dosłownie) w pocie czoła, a mimo to uśmiech nie znika im z twarzy. Świetne, pomocne dziewczyny chętnie opowiadają o daniach, laikom tłumaczą co potrzeba i składają dania błyskawicznie. Mimo, że to przecież bar na luźny obiad wiele restauracji mogłoby się uczyć od tych pań podejścia do głodnych ludzi :)

No i wreszcie mamy w mieście porządny ramen. Bogaty, z bukietem aromatów i składników, w ogromnych misach. Kto jeszcze nie był - musi nadrobić. My będziemy wpadać regularnie bez względu na ukrop i kolejki, bo jak najbardziej warto.

JEDZENIE: 9/10
OBSŁUGA: 10/10
WYSTRÓJ: 3/10
CENY: 7/10

Ocena ogólna: 8/10







xoxo
Magda

poniedziałek, 29 stycznia 2018

TAO Teppanyaki & More

ADRES: Józefińska 4, Kraków
KUCHNIA: tajska, japońska, azjatycka
ZAKRES CEN DAŃ GŁÓWNYCH: 20-399PLN
W INTERNECIE: facebook | www











Jak to dobrze, że mamy w Krakowie całkiem sporo zacnych restauracji azjatyckich, bo my bez tej kuchni nie możemy długo funkcjonować. Jakimś cudem do TAO wcześniej nie trafiliśmy, chociaż to miejsce znane i lubiane wśród fanów kulinariów dalekiej Azji. No i znajduje się na Podgórzu, nieopodal Kładki Bernatka, a ta urocza okolica (przynajmniej naszym zdaniem) jest jednym z najmocniejszych punktów na gastronomicznej mapie miasta.

W środku jest jasno, przyjemnie, a klimat już od progu sprzyja chilloutowi, który musi towarzyszyć porządnej, azjatyckiej uczcie. Oprócz tradycyjnych stołów i krzeseł/kanap możemy wybrać miejsce w mini-pokoiku przy niziutkiej, japońskiej ławie i zasiąść prawie na podłodze. Całe wnętrze jest przestronne i świeże, ale zdecydowanie najpiękniej będzie w ogrodzie. TAO ma nie tylko śliczny ogródek letni z mnóstwem zieleni i drewnianymi huśtawkami na linach. Jest także ogród zimowy, niezwykle przytulny i samo przebywanie w nim relaksuje (to chyba ta wszechobecna zieleń). Zwłaszcza, że cały czas mamy niezwykłe jak na restaurację towarzystwo - żywe, prawdziwe i przeurocze króliczki hasające wolno po sali.

Jak sama nazwa wskazuje tutaj możemy spróbować teppanyaki - potraw z japońskiego grilla, które kucharz przygotowuje na specjalnej metalowej płycie bezpośrednio przed nami tworząc małe, kulinarne widowisko. W ramach tej ciekawostki (z tego co się orientuję w naszym mieście dostępnej tylko w TAO) możemy zamówić pojedyncze dania lub całe zestawy, na przykład kalmary, krewetki i przegrzebki podawane ze specjalnymi sosami, zupą misoshiru, sałatką z wodorostów kaiso, smażonym ryżem i deserem. Na teppanyaki przygotowywana jest również wołowina kobe - przez wielu uważana za najszlachetniejszą na świecie. Oczywiście w karcie jest i najsłynniejszy japoński rarytas - sushi. Reszta menu podzielona jest mniej-więcej po połowie na Japonię i Tajlandię. Mamy na przykład edemame, pierożki gyoza, zupę tom kha i mule po tajsku. A w deserach niezłe włosko-azjatyckie fusion; zielone tiramisu, panna cotta z kokosem i mango.
Zadbano i o kartę alkoholi. Sake, japońskie piwo i ciekawe wina z nutami egzotycznych owoców (w większości tylko na butelki).

Poniedziałek jest jedynym dniem w tygodniu, w którym nie serwuje się teppanyaki. Niefortunnie wybraliśmy na wizytę akurat pierwszy dzień tygodnia, więc na tę przygodę kulinarną będziemy musieli jeszcze tu wrócić. W regularnej karcie jednak jest w czym wybierać!
Zaczęliśmy od japońskich przystawek - klasyczna zupa misoshiru (7PLN) w maleńkiej czarce z tofu i glonami to zawsze pewny wybór. Aromatyczna, odpowiednio ciepła i słona genialnie pobudza kubki smakowe. W duecie z zupą spróbowaliśmy sałatki wakame (15PLN) z jędrnych wodorostów, ze sporą ilością świeżego ogórka i sezamu. Fajna, klasyczna przekąska. Pozostając w Japonii zamówiliśmy jeszcze makaron udon (37PLN) smażony w gęstym sosie ostrygowym z tofu i warzywami. Jak na ciężki, glutenowy udon przystało to bardzo syte danie, treściwe również pod względem aromatów orientu. Mocny sos ostrygowy przełamywało fajnej jakości delikatne tofu i słodkawe warzywa (dymka, papryka, groszek cukrowy).
Z tajskiej części karty wybraliśmy zupę tom yum z krewetkami (29PLN) oraz zielone curry z kurczakiem (35PLN). Obu daniom nie można było niczego zarzucić. Chociaż osobiście preferuję zupę tom yum gotowaną na mleku kokosowym to ten esencjonalny wywar tym razem bez mleczka spodobał mi się bardzo. Zupa odpowiednio pikantna, krewetki dobrej jakości, sprężyste i świeże. Dużo kolendry i pasty o charakterystycznym kwaskowym posmaku. Mleka kokosowego nie brakowało za to w green curry, ba, było to najbardziej kokosowe curry jakie do tej pory jedliśmy. Bardzo gęste, maksymalnie kremowe przez co zapewne schowała się nieco naturalna ostrość zielonej pasty. Ciekawa wersja green curry, a przede wszystkim bardzo smaczna. Mnóstwo tajskiej bazylii i w sam raz ugotowany kurczak. Wraz z miseczką ryżu jaśminowego to danie stanowi pełną porcję obiadową dla bardzo głodnego osobnika :)

Wcześniejsza rezerwacja telefoniczna przebiegła sprawnie podobnie jak obsługa na miejscu - możliwe szybko, bez pomyłek i z uśmiechem. No i jeszcze raz muszę wspomnieć o puchatych towarzyszach kolacji, bo szczerze uwielbiamy wszystko co ma sierść i jest słodkie :)

Kuchnia dalekiego wschodu to przede wszystkim aromaty. W TAO są one tak naturalne i wyraźne, że na czas jedzenia można zapomnieć, że jest się w Krakowie uciekając na chwilę do nowoczesnego Tokio lub na rajską, tajska wyspę. To nie jest kolejna azjatycka knajpa z przypadkowym jedzeniem gotowanym dzięki półśrodkom. To kawał porządnej kuchni do której często będziemy zaglądać, a i Wam gorąco polecamy.

JEDZENIE: 9/10
OBSŁUGA: 7,5/10
WYSTRÓJ: 9/10
CENY: 7/10

Ocena ogólna: 8,5/10






xoxo
Magda

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Ka Udon Bar

ADRES: Rakowicka 14a, Kraków
KUCHNIA: japońska, azjatycka, wegetariańska
ZAKRES CEN: 19-70PLN
W INTERNECIE: facebook












Udon! Mój numer jeden wśród azjatyckich makaronów wreszcie występuje w roli głównej w niedawno otwartym Ka Udon Bar na Rakowickiej. Przyznam, że od dawna czekałam na takie miejsce i chyba nie tylko ja, ponieważ od pierwszego dnia zjawiają się tam tłumy. I nie ma się co dziwić! Ten kto jadł już udon wie, że potrafi on być uzależniający w tym samym stopniu co sushi (oj, Japończycy to potrafią karmić...).

Lokal urządzono 'na surowo'. Jest jasno, mało ozdób, dużo przestrzeni, nawet trochę industrialnie. Takie wnętrza lubię. Ta nowoczesna skromność w postaci modnego minimalizmu zawsze dodaje wnętrzu świeżości i sprawia, że człowiek nie czuje się nieswojo przytłoczony. Można konsumować po japońsku - zasiadając przy długim, drewnianym barze podglądając przy okazji pracę kucharzy lub tradycyjnie przy stolikach w środku lub na zewnątrz.

Menu jest krótkie i konkretne. Całkowicie bezmięsne. Mamy udon na gorąco w zupie (dostępny jeden rodzaj bulionu z imbirem i cebulką) solo (19PLN) lub z dodatkiem (np. z marynowanym tofu na słodko, 24PLN). Jest też udon na zimno. Do dania podstawowego możemy dobierać wkładki, między innymi jajko z płynnym żółtkiem, edemame (młode strąki soi), natto (sfermentowane ziarna soi). Fajnie by było, gdyby w karcie pojawiło się kilka słów wyjaśnienia dla japońskich nazw, które dla początkujących z tą kuchnią mogą brzmieć tajemniczo. Na deser można zjeść lody w dwóch odsłonach. Jest też czym popić. Karta serwuje dobrej jakości kawę (spróbowaliśmy mrożonej, rzeczywiście świetna), wyselekcjonowano również porządne, naturalne wina.
Dobrze, że karta jest krótka i bez wydziwiania, ale przyznam, że małe urozmaicenie w postaci drugiej odsłony bulionu, czy udonu w gęstym sosie byłoby mile widziane i wciąż nieprzesadzone. Mam też nadzieję, że poprawi się wygląd menu, a to obecne na zwykłym papierze (który już po kilku tygodniach jest mocno zniszczony) odejdzie do lamusa :)

Pierwsza na stole pojawiła się darmowa woda w plastikowym dzbanku co w Azji jest absolutną podstawą w każdym lunch barze, kantonie, czy restauracji. Fajnie, że i w Krakowie o tym nie zapomniano.
Mimo upałów wszelkie makarony wolimy na ciepło, dlatego zdecydowaliśmy się na kakiage udon (24PLN) z tempurowym ''ciastkiem'' (okazał się to być kreatywny twór z cienko pokrojonych warzyw obsmażony w tempurze) oraz tempura udon (24PLN) z warzywami w tempurze. Jakby tempury było mało chcieliśmy domówić jeszcze porcję grzybów w tej panierce, ale już się skończyły. Domówiliśmy więc warzywa (15PLN) oczywiście, że w tempurze. Dodaliśmy jeszcze po surowym żółtku (4PLN za jedno). Szanowana i lubiana przeze mnie sfermentowana kapusta po koreańsku kimchi (11PLN) również znalazła się na naszym stole.
Muszę przyznać, że takie samodzielne komponowanie swojego dania przynosi ogromną frajdę! Mniejszą przyjemność z tego czerpać będą jednak nasze portfele, ponieważ jak wiadomo każdy dodatek ma osobną cenę. Jeśli nas poniesie jedna zupka może kosztować nawet 60-70PLN (biorąc pod uwagę fizyczne możliwości pojemnościowe u dorosłego, bardzo głodnego człowieka).
Mimo wielkiego ruchu nie czekaliśmy długo na nasze udony, a kiedy już dotarły na stół zjedliśmy je... w całkowitej ciszy! Doprawdy były tak genialne, że zabrakło nam słów i skupiliśmy się wyłącznie na jedzeniu. Gwiazdą, alfą i omegą naszych dań był genialny, jędrny, bogaty, gładko-śliski pszenny makaron udon, który rzeczywiście wcale nie potrzebuje towarzystwa mięsa. Ani w ogóle żadnego towarzystwa, bo mogłabym jeść go samego całymi miskami. Cóż, to udon idealny!
W zachwytach nad udonem nie można pominąć dodatków, które tylko podkręcały idealny smak makaronu. Sam bulion był delikatny, ale całkiem aromatyczny, czuć w nim imbir i grzyby. Dobrą opcją do wyśrubowania lekkiego smaku okazało się surowe żółtko. Ze względu na osobiste preferencje w bulionie zabrakło mi ostrości choćby w postaci suszonego chilli na stole lub jako dodatek do zamówienia, którym można by było doostrzyć potrawę według uznania. Tę zachciankę uratowałam nieco wrzucając co swojej zupy kimchi, która jak wiadomo jest pikantna (chociaż w wydaniu Ka Udon Bar nie tak bardzo).
No i tempura! Lekka, ale konkretna zarazem, chrupiąca, cieplutka... Pycha! Jak i to co było pod nią. Dynia, zielone, szparagi, bataty fajnie ugotowane i pełne swoich naturalnych aromatów były idealnym dodatkiem do całości.
Smak i wygląd tych wszystkich wspaniałości dodatkowo eksponowała przepiękna zastawa, ręczna robota świetnie wpasowana w cały koncept i wnętrza i potraw.

Ku dużemu zaskoczeniu obsługiwał nas kelner posługujący się tylko językiem angielskim (ostatnio w sumie spotykam się z tym coraz częściej w nowych krakowskich restauracjach). Nie było żadnych problemów z komunikacją, pan był uprzejmy i kompetentny. Zauważyliśmy, że w tym miejscu panuje luźna, młodzieżowa atmosfera bez wyszukanych, sztucznych zwrotów grzecznościowych i przesadnej powagi. A załoga rozsiewa uśmiechy i dobrą energię już od progu. 

Uwielbiam takie miejsca, gdzie wszystko się zgadza, szczegóły są dopracowane, a pasja do gotowania i serwowania ludziom jedzenia epatuje z każdej miski. W Ka Udon będę bardzo, bardzo częstym gościem i polecam wszystkim, nawet sceptycznie nastawionym do kuchni japońskiej i wegetariańskiej. Zakochacie się!

JEDZENIE: 9,5/10
OBSŁUGA: 8/10
CENY: 7/10
WYSTRÓJ: 8/10

Ocena ogólna: 8,5/10







xoxo
Magda

niedziela, 28 maja 2017

Haiku Sushi

ADRES: -
KUCHNIA: japońska, sushi, na dowóz
ZAKRES CEN ZESTAWÓW SUSHI: 32-54PLN
W INTERNECIE: facebook | www










Jak pewnie zauważyliście nie możemy żyć bez sushi. A pełnia sushi-szczęścia to wtedy, kiedy jest ono przywożone do samych drzwi i można delektować się nim w domowym zaciszu. W Krakowie mamy kilka miejsc, które takie wygodne rozwiązanie proponują. Chyba najpopularniejszym jest Haiku, które po paru ładnych latach działalności zebrało sporą rzeszę fanów i pochwał. Oprócz Krakowa Haiku ma swoje oddziały w Poznaniu i Lublinie. 

Sushi można zamawiać telefonicznie oraz przez internet. Koszt dostawy zależy od miejsca, waha się od zera do kilku złotych i jest możliwy na terenie całego miasta oraz najbliższych okolic. Oprócz klientów indywidualnych Haiku organizuje stałe dostawy do biur i przyjmuje zamówienia również przez Skype. Są dostępne zestawy lunchowe. Możliwy jest catering na większe imprezy (na przykład wesele, czy sylwester). Przy zamówieniu często możemy skorzystać z atrakcyjnych rabatów i akcji promocyjnych, które regularnie pojawiają się na Facebook'owym profilu lub w aplikacji na telefon.

Pełne menu znajdziemy na stronie internetowej, która wydaje się troszkę niedopracowana i nieco chaotyczna. Przejrzenie oferty nie sprawia jednak większych problemów, a poszczególnym zestawom towarzyszą opisy składników. W zestawach Premium, Classic i Lover znajdziemy przekrój japońskiej klasyki. Dużo łososia, tuńczyka, ryba maślana, węgorz, krewetka, tempura. Dodatkowo na życzenie klienta każdy z setów może zostać przerobiony na wersję wegetariańską. Miłośnicy surowej ryby mogą zamówić tatary (łosoś, tuńczyk, węgorz, krewetka). Zwolennicy sushi-szaleństw na pewno wybiorą coś z kreatywnych Yoppai, na przykład zestaw z owocami i nutellą. 

My stawiamy na klasykę, dlatego otrzymaliśmy zestaw bogaty w selekcję świeżych ryb i tradycyjnych składników. Ucztę zaczęliśmy od małych i uroczych hosomaki ze świeżym, dojrzałym awokado i łososiem. Były smaczne, ale zaintrygował nas nieco sposób ich wykonania; niektóre pocięto na skos, poza tym różniły się znacznie wielkością. Wydaje się, że celowo zostały pocięte nieregularnie... Futomaki z łososiem i chrupkimi warzywami (rzepa, ogórek) to zawsze udane połączenie i tak było również w przypadku tych od Haiku. Pozytywnie i pysznie wypadły również futomaki wegetariańskie, które za sprawą puszystego naleśnika były przyjemnie słodziutkie i są dowodem na to, że sushi bez ryby również może być super. Oprócz tamago w rolce znajdowały się zielone szparagi, oshinko i rześki ogórek. Kolejne były potężne uramaki z pieczonym łososiem i tykwą (uwielbiamy to połączenie składników). Oprócz tych głównych elementów rolka zawierała troszkę ogórka z serkiem, no i pasujący tu świetnie biały i czarny sezam. Syte, konkretne uramaki były jednym z mocniejszych elementów naszego zestawu chociaż muszę przyznać, że ryba była tam minimalnie zbyt twarda. Zakochaliśmy się w ogromnych nigiri z krewetką, tuńczykiem, rybą maślaną i łososiem, które zachwycały świeżością i najwyższą jakością ryb. Były po prostu idealne! Takie nigiri mogłabym jeść codziennie.
Ryż jako nośnik smaku w sushi wykonano poprawnie, chociaż niektóre kawałki miały tendencję do rozpadania się przy podnoszeniu pałeczkami. Biorąc pod uwagę świeżość i jakość składników w ogóle nie przeszkodziło to jednak w pozytywnym odbiorze całości.
Do zestawu dołączone zostały duże ilości niezbędnych dodatków (marynowany imbir, sos sojowy, wasabi).

Obsługa jest sprawna i słowna, dostawca pojawił się na miejscu w umówionym przedziale czasowym. Zestaw przewiązany był uroczą wstążeczką i zawierał bilecik zapewniający o ręcznym wykonaniu sushi. Takie małe gesty zawsze sprawiają miłe wrażenie. 

Haiku prezentuje sushi na naprawdę dobrym poziomie. Jest świeże, klasyczne i bogate w składniki. Fajnie, że lokal wychodzi naprzeciw indywidualnym oczekiwaniom klienta proponując catering nawet na duże imprezy. Warto spróbować, warto zapamiętać!

JEDZENIE: 8/10
OBSŁUGA: 8/10
WYSTRÓJ: -
CENY: 7/10

Ocena średnia:  7,5/10






Dziękujemy Haiku Sushi za możliwość przetestowania zestawu!

xoxo
Magda

niedziela, 7 maja 2017

TATA Sushi

ADRES: Dworska 2c, Kraków
KUCHNIA: sushi, japońska
ZAKRES CEN ZESTAWÓW: 23-92PLN
W INTERNECIE: facebook | www










Ostatnio pogoda nas nie rozpieszcza. Idealną opcją na deszczowe wieczory będzie zatem jedzonko dostarczone pod same drzwi i takie właśnie rozwiązanie proponuje nam nowe w Krakowie TATA Sushi. Mimo jeszcze małej popularności zaintrygowały nas opinie w internecie, które co jednej były pozytywne. Musieliśmy to czym prędzej sprawdzić! 

TATA nie ma lokalu stacjonarnego i proponuje sushi tylko na dowóz. Minimalna wartość zamówienia wynosi 40PLN. Od 60PLN darmowy dowóz możliwy jest praktycznie na terenie całego miasta. Dostawę poza strefę zaznaczoną na mapce można ustalić z obsługą indywidualnie. Można zapłacić kartą przy odbiorze. Zamawiamy tylko telefonicznie, nie ma możliwości zamówienia przez internet. 

Strona internetowa jest estetyczna i przejrzysta, korzysta się z niej łatwo i przyjemnie. Menu klarowne i porządnie spisane wspomagają dodatkowo wyraźne zdjęcia poszczególnych zestawów. Setów jest całkiem sporo i są zróżnicowane. Można zamawiać również poszczególne rolki oraz duże, imprezowe zestawy cateringowe. Sushi tutaj jest klasyczne, bez udziwnień, ale nie brak ciekawych i bogatych konfiguracji składników (na przykład nasze ulubione negitoro - tuńczyk z zieloną cebulką, dużo tempury, ryby opalane). 

Zdecydowaliśmy się na spory zestaw Dragon (76PLN) składający się z 42 kawałków. Sushi prezentowało się naprawdę dobrze, kawałki były duże i napakowane składnikami. Od razu zwróciliśmy też uwagę na porządne wykonanie; świetnie ugotowany i sklejony ryż. Podczas jedzenia nie odpadło nawet jedno ziarenko. 
Hosomaki z tuńczykiem i łososiem, czyli sushi w najklasyczniejszym wydaniu były bez zarzutu, pyszne. Dobre wrażenie zrobiły również uramaki z jędrnym paluszkiem krabowym, cienko pokrojonym świeżym ogórkiem i gładkim serkiem filadelfia. Słodycz tej rolki przełamywał czarny sezam w sporych ilościach. Prawdziwą gwiazdą w naszym zestawie okazały się butter uramaki - 4 wykończone miękkim awokado, a 4 podpalanym łososiem. Te z awokado polano pikantnym japońskim majonezem, a rybne słodkim kabayaki. Uramaki kryły w środku genialną krewetkę w chrupiącej tempurze. Genialny balans smaków. Te dragon roll będziemy jeszcze długo wspominać! Ta sama świetna krewetka w tempurze pojawiła się również w perfekcyjnie wykonanych futomaki. Nie zawiodły również nigiri. Rybne - z maślaną i łososiem eksponowały idealną świeżość i jakość ryb. Nigiri z naleśnikiem tamago nie zostało w tyle - chyba nigdy wcześniej nie jadłam tak idealnie wykonanego ciasta. Cały nasz zestaw był przykładem naprawdę solidnej, japońskiej kuchni i pochłonęliśmy wszystko z ogromną przyjemnością.

Obsługa jak najbardziej staje na wysokości zadania. Rozmowa podczas zamawiania była rzeczowa i sympatyczna. Zostaliśmy poinformowani telefonicznie, że czas dostawy nieco się wydłuży przez wzgląd na wzmożony ruch w mieście. Dostawca był na miejscu o zapowiadanej porze. Cieszy nas również daleki zasięg darmowej dostawy, gdyż mieszkamy na obrzeżach miasta i z niewielu miejsc możemy swobodnie zamawiać jedzenie.

Zostaliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni jakością i wspaniałym smakiem TATA Sushi. Zgodnie stwierdziliśmy, że jest to nasze odkrycie roku. Będziemy zamawiać dalej i kibicować w zdobywaniu zasłużonej popularności. Cieszą również bardzo konkurencyjne ceny - jedne z lepszych w mieście jeśli chodzi o japońskie przysmaki. Bardzo polecamy!

JEDZENIE: 10/10
OBSŁUGA: 9/10
WYSTRÓJ: -
CENY: 9/10

Ocena ogólna: 9,5/10





xoxo
Magda